Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

„Reanimal”. Koszmar zamienił się w piekło

Reanimal to nowa gra Tarsier Studios, będąca duchowym spadkobiercą serii Little Nightmares. Tym razem twórcy przygód Six i Mono przygotowali jeszcze bardziej mroczne i wstrząsające doświadczenie. 

Zeszłoroczna premiera Little Nightmares III, wyprodukowanej przez Supermassive Games na zlecenie Bandai Namco, była wyjątkowo nieudana. Tarsier nie musiał się więc obawiać się, że jego najnowsza gra, Reanimal, zostanie gorzej oceniona od „trójki”. I rzeczywiście tytuł ten okazał się znacznie lepszy, choć zestawiając go z dotychczasowym dorobkiem szwedzkiego dewelopera trzeba przyznać, że znacznie się wyróżnia. Co prawda jest to kontynuacja formuły znanej z serii Little Nightmares, jednakże wprowadzono kilka innowacyjnych rozwiązań, mających istotny wpływ na rozgrywkę.

Podróż przez piekielną wyspę

Rodzeństwo, brat i siostra, przypływa łódką na tajemniczą mglistą wyspę, by odnaleźć i uratować zaginionych przyjaciół. Nie jest to proste zadanie, gdyż otaczający ich świat jest zepsuty, przerażający i wynaturzony do cna. W trakcie przemierzania pustych ulic, leśnych dróżek czy podczas pływania po wzburzonych wodach bohaterowie nigdy nie mogą czuć się bezpiecznie. Są bowiem nieustannie prześladowani przez nieznające litości groteskowe potwory, które czyhają na zagubionych podróżników. Jeśli seria Little Nightmares imitowała senne koszmary, to Reanimal przypomina raczej piekło. Klimat jest gęstszy, czasami wręcz duszący, a niektóre sceny są wyjątkowo brutalne i realistyczne. Wszystko to sprawiło, że nowa gra Tarsier otrzymała kategorię wiekową PEGI 18.

Ten przygodowy horror umożliwia nam przejście przez piekło razem z przyjacielem lub samemu. Jeśli wybierzemy drugą opcję, to naszym towarzyszem sterować będzie AI.

Tryb kooperacji działa bez zarzutu. Połączenie jest stabilne, a w trakcie rozgrywki nie natrafiłem na żadne błędy. Na szczęście aby zagrać ze znajomym, pełną wersję gry posiadać musi tylko jedna osoba. Docenić należy również fakt, że Reanimal obsługuje pełny cross-play.

Niestety, tryb dla jednego gracza nie jest równie dobry, ponieważ posiada jedną poważną wadę. Sztuczna inteligencja bardzo często wyrywa się do przodu podczas konfrontacji z przeciwnikami, przez co nie trzeba samemu zastanawiać się nad tym, co zrobić, albo jak uciec. W takich momentach czułem, że gra prowadzi mnie za rękę i w pewnym sensie przechodzi się sama. A przecież to nie powinno tak działać.

Zrzut ekranu z gry Reanimal

Naturalna ewolucja klasycznej formuły

Reanimal został stworzony na silniku Unreal Engine 5, więc pod względem graficznym prezentuje się naprawdę bardzo dobrze. Sporo radości sprawiało mi podziwianie ostrych tekstur i świetnie wyglądających obiektów. Wielkie, rozpadające się budynki czy zakurzone, wypełnione pyłem wnętrza aż chce się oglądać. Przeszedłem grę na zwykłym PlayStation 5 w trybie wydajności. Nie mogę narzekać na optymalizację, bo przez większość czasu konsola utrzymywała stabilne 60 klatek na sekundę, a obraz nie tracił ostrości. Wibracje kontrolera DualSense nie zostały wykorzystane w żaden ciekawy sposób.

Chyba największą zmianą względem poprzednich gier studia jest przejście na pełne 3D. Zatem w trakcie rozgrywki nie poruszamy się już przez większość czasu tylko od lewej do prawej strony ekranu. Rozwiązanie to zwiększa poczucie realizmu, doskonale wpasowując się w mroczniejszy klimat Reanimala, a także wprowadza powiew świeżości do klasycznej formuły „małych koszmarów”. Na pochwałę zasługują też zmiany w sterowaniu. Postacie są o wiele bardziej responsywne i dynamiczne niż w serii Little Nightmares. Ponadto nie będziemy już umierać kilkanaście razy z rzędu przez upadek z wysokości, ponieważ dzieci zatrzymują się na krawędziach przepaści.

Istotną nowością jest również pojawienie się kwestii dialogowych. Od razu zaznaczę, że jest ich tylko kilka w przeciągu całej gry, a Reanimal w żadnym stopniu nie rezygnuje z narracji środowiskowej. Byłem sceptycznie nastawiony do tego rozwiązania, jednak ku mojemu zdziwieniu dialogi przypadły mi do gustu. Są krótkie, zupełnie nieinwazyjne oraz dobrze zrealizowane w polskim dubbingu. Szeptane wymiany zdań między dziećmi skutecznie wzbudzają niepokój i poczucie tajemnicy. Dostarczają też wskazówek, które przydają się później podczas rozszyfrowywania nieoczywistej, zawierającej liczne symbole, fabuły.

Zobacz też: #SfeGra: Z Kumplami pod Ziemią – Deep Rock Galactic [RECENZJA]

Intrygująca wizja artystyczna

Krajobrazy są po prostu piękne, a niektóre lokacje dosłownie zapierają dech w piersi. W trakcie gry zwiedzamy monumentalne budowle kontrastujące z malutkimi bohaterami, ciemne, klaustrofobiczne wnętrza oraz rozległe, melancholijne przestrzenie. Konstrukcję poziomów cechuje różnorodność. Raz eksplorujemy miasto, w którym czujemy się przytłoczeni wielkością otaczających nas budynków, by chwilę później wylądować w korytarzu przypominającym ciasną klatkę. Little Nightmares III było krytykowane za to, że odwiedzane miejsca nie są ze sobą w ogóle połączone. W Reanimalu wygląda to zupełnie inaczej. Po zwiedzeniu danego obszaru nie korzystamy z teleportu, lecz ruszamy dalej stąd, gdzie obecnie znajdują się bohaterowie. Świat wydaje się przez to spójny i bardziej wciąga jako całość.

Wizja artystyczna w Reanimalu jest oryginalna i zaskakująca. Dlatego podczas podróży przez zagadkową wyspę towarzyszyły mi najróżniejsze emocje. Od zachwytu nad cudowną łąką wypełnioną tysiącami żółtych kwiatów, po obrzydzenie widokiem wnętrzności walających się po ziemi. Nie chciałbym jednak za dużo zdradzać, bo odkrywanie wszystkiego samemu dostarcza najwięcej radości. Dodam jeszcze tylko, że z pewnością jest to ten rodzaj gry, który przez swą wyrazistość na długo zapada w pamięć. Twórcom należy się także pochwała za wypełnienie lokacji. Przez większość pomieszczeń można przebiec w przeciągu zaledwie kilku sekund, a jednak postanowili umieścić w nich liczne detale, które cieszą oko. Nie są one jedynie ładnymi dodatkami, lecz pełnią ważną funkcję.

Zrzut ekranu z gry Reanimal

Obrazy opowiadają historię

Uwielbiam narrację środowiskową w grach. Lubię, kiedy jedynym sposobem, by znaleźć odpowiedzi na pojawiające się w głowie pytania, jest dokładna obserwacja otoczenia. Z tego powodu granie w Reanimala było dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Niczym Sherlock Holmes przyglądałem się zastanym faktom i na ich podstawie próbowałem odtwarzać w swojej wyobraźni przebieg wydarzeń. Zniszczone drzewo lub wygląd ścigającej nas bestii może być kluczem do rozwiązania jakiejś zagadki, powiązanej z tym tajemniczym i wzbudzającym niepokój światem. Studio Tarsier słynie z takich zabiegów narracyjnych i tym razem również nie zawiodło. Ich najnowsza produkcja to uczta dla wyobraźni i nawet jeśli nie udało mi się wszystkiego rozgryźć samemu, to i tak nie żałuję czasu poświęconego na snucie najróżniejszych teorii.

Zwłaszcza że ścieżka dźwiękowa dobrze współgra z atmosferą panującą na wyspie. Mroczny, głęboki ambient wzbudza lęk i poczucie zagrożenia. W czasie wędrówki oprócz poczucia samotności towarzyszą nam liczne, subtelne dźwięki. Delikatny powiew wiatru, szum wody, zgrzyt metalu o metal, krzyki mew, a w tle tupot dziecięcych stóp. Świetne audio pomaga jeszcze mocniej zanurzyć się w tę historię.

Kilka poważnych wad

Żeby móc zagrać w Reanimala na PC lub na konsolach trzeba zapłacić 170 zł. Przy obecnych cenach gier nie wygląda to źle, jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, że ten tytuł można przejść w zaledwie 5-6 godzin, a może nawet szybciej. Walki z solidnie zaprojektowanymi bossami stają się mniej ekscytujące ze względu na długość tych starć. Niestety, niektórzy z nich pojawiają się i znikają zaledwie po chwili, i to jest duży problem.

Jeśli ktoś liczy na ciekawe i trudne zagadki logiczne, nad którymi trzeba się chwilę zastanowić, to w Reanimalu ich nie znajdzie. Elementy stanowiące wyzwanie praktycznie nie istnieją. Poza wymienionymi wadami napotkałem jeszcze parę drobnych glitchy. Raz bez żadnego powodu gra sama się wyłączyła, a innym razem nie byłem w stanie zebrać znajdźki. Ale być może błędy te zostały już naprawione w najnowszej aktualizacji.

Czy warto?

Reanimal jest na tym samym poziomie co reszta produkcji Tarsier Studios. Dlatego uważam, że warto zagrać w ten tytuł. Polecam go nie tylko fanom serii Little Nightmares, ale każdemu, kto chciałby przenieść się do świata, skrywającego niejeden mroczny sekret.

Odwiedź oficjalną stronę gry.

[Fot. wyróżniająca: zrzut ekranu z gry Reanimal]