Keanu Reeves gra parodię siebie w czarnej komedii o Hollywood. Jonah Hill pokazuje, że nie spełnia się w roli reżysera.
„Skutki uboczne” to film, który zainteresował mnie od pierwszego zwiastuna. Bogata obsada, ciekawy koncept przypominający lekko Bojacka i Keanu Reeves grający fikcyjną i podrasowaną wersję samego siebie. Czy film jest wart uwagi?
Jakie nagranie?
Najnowszy film Jonah Hilla to historia hollywoodzkiej gwiazdy zmuszonej do stawienia czoła swoim problemom. Kiedy ktoś grozi Reefowi Hawkowi wypuszczeniem nagrania, mogącego zniszczyć jego karierę, aktor postanawia naprawić błędy przeszłości.
„Skutki uboczne” starają się nie tylko coś opowiedzieć, ale także być satyrą i komentarzem na temat sławy i „cancel culture”. Niestety, nie udaje się to. Próbując być filmem o wszystkim, staje się filmem o niczym. Wpakowanie tak wielu motywów w zaledwie półtoragodzinny twór było przepisem na katastrofę. Produkcja ta sprawdziłaby się znacznie lepiej jako miniserial, jest tutaj sporo ciekawych wątków, ale przez brak czasu żaden z nich nie zostaje w pełni rozwinięty.
Zmarnowany potencjał
Liczyłem na dobrą i oryginalną opowieść, niestety rzeczywistość nie spełniła moich nadziei. „Skutki uboczne” mają wiele problemów, poczynając od scenariusza, a na reżyserii kończąc. Jonah Hill miał możliwość stworzenia niesamowicie wzruszającego i wyjątkowego dzieła. Przez ekstrawaganckie fantazje twórcze nie udało się tego jednak osiągnąć.
Mogło to być ciekawe przedstawienie tego, jak bycie sławnym od najmłodszych lat jest w stanie negatywnie wpłynąć na zdrowie psychicznie. Uzależnienia i problemy takich osób to nic nowego w Hollywood, jeśli wierzyć doniesieniom ze świata show biznesu co druga dziecięca gwiazda zmagała się z jakiegoś rodzaju traumą. Film miał idealną okazję naświetlić ten temat i pokazać nam go z nowej perspektywy. Zamiast tego reżyser postanowił nakręcić badziewny twór o sobie, obsadzając w głównej roli jednego z najbardziej lubianych aktorów w Hollywood.

Co się udało
Mimo niezadowolenia nie mam zamiaru ignorować tego, co dobre w tym filmie. Obsada w większości wypadła fenomenalnie, szczególnie w rolach drugoplanowych. Najlepszymi fragmentami produkcji są sceny konfrontacji Reefa z osobami, które skrzywdził.
Martin Scorsese w roli starego managera aktora jest zaskakująco dobry. Jego rozmowa z Reefem to według mnie najlepsza scena w całym filmie. Poza tym na szczególną uwagę zasługują Welker White grająca byłą dziewczynę bohatera oraz Susan Lucci w roli matki gwiazdora. Po dłuższym namyśle uważam, że warto obejrzeć tę produkcję, chociaż dla tych paru scen, wyróżniają się na tle nijakiej reszty.
Zobacz też: Pół wieku Ramones: rozmowy o muzyce punk

Najmilszy aktor na świecie
Keanu Reeves to niesamowicie ciekawy przypadek. Nigdy nie był on najlepszym aktorem, większość ról, które wymagały od niego więcej niż bycia drętwym twardzielem, wypadały dosyć kiepsko. Sławę i miłość fanów zyskał przez bycie jedną z najmilszych i najszczerszych osób w sztucznym krajobrazie Hollywood. Postać, w którą się wciela, wydaje się być stworzona z myślą o nim. Widać w fikcyjnym celebrycie dużo podobieństw do prawdziwego życia Reevesa. Reef Hawk zyskał sławę jako dziecko, miał świetną karierę i osiągnął ogromny sukces, w oczach opinii publicznej jest niemal idealnym człowiekiem. Prywatnie toczył on jednak wieloletnią walkę z uzależnieniem i depresją.
W żadnym wypadku nie ośmieliłbym się napisać, że Keanu daje w tym filmie występ życia, jednak wykazał się bardziej niż zwykle. Sztywność nie zniknęła, ale została lekko uśpiona. Na twarzy aktora widoczne są uczucia inne niż dobrze znany widowni gniew, a w głosie słychać przerażenie, niepewność i ból. Widać, że ta rola musiała dla niego mieć znaczenie, miał okazję zagrać mroczniejszą wersję siebie i może w jakiś sposób samemu skonfrontować się z problemami.
To tyle?
Podobno każdy dobry film powinien mieć jakiś przekaz, znaczenie, coś, co nadaje mu głębszy sens. Nie jestem jednak w stanie stwierdzić, co dzieło Jonah Hilla próbuje powiedzieć. „Skutki uboczne” miały wielki potencjał. Ciekawy pomysł, świetna obsada i oczywiście Keanu Reeves, który gotowy był pośmiać się z samego siebie. Wierzę, że gdzieś w tej produkcji zakopana jest bardzo dobra opowieść. Niestety, w jej obecnej filmowej formie, mamy do czynienia z typowym średniakiem.
[fot. wyróżniająca: kadr z filmu „Skutki uboczne”]
