Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

A$AP Rocky spełnił oczekiwania? [RECENZJA]

Rok 2026 trwa już w najlepsze, a razem z nim rozkręcają się pierwsze premiery muzyczne. Jedną z nich jest pierwszy od ośmiu lat album A$APA Rocky’ego. Czy projekt zaspokoił głodnych muzyki fanów, czy też jednak czegoś w nim brakuje?

Ostatnim albumem nowojorskiego rapera było wydane w 2018 Testing, od tamtego czasu fani artysty musieli zadowolić się jedynie paroma singlami i okazjonalnym występem gościnnym. Album Don’t Be Dumb po raz pierwszy zaczął być zapowiadany pod tym tytułem (wcześniej nosił tytuł All Smiles) w 2023. Od tamtego momentu jednak w opinii wielu fanów Rocky zdawał się skupiać na wszystkim, tylko nie na albumie. Raper zdążył rozpocząć współpracę z marką Puma, zaprojektować dla nich całą linię ubrań a nawet zostać ojcem trójki dzieci.

17 grudnia 2025 raper podzielił się z fanami oficjalną okładką albumu zaprojektowaną przez legendarnego Tima Burtona oraz ustalił finalną datę premiery – 17 stycznia 2026. Od momentu ogłoszenia do ukazania się projektu otrzymaliśmy dwa single promujące: Punk Rocky oraz Helicopter. Co ciekawe żaden z singli wydanych wcześniej nie znalazł się na albumie.

Dzień obiecany

Finalna wersja albumu składa się z 17 utworów i trwa około godziny. Gościnny udział w projekcie wzięli między innymi Brent Fayiaz, Doechii czy Tyler, The Creator. Krążek otwiera numer ORDER OF PROTECTION, na którym Rocky dzieli się ze słuchaczami swoimi przemyśleniami na temat swojego procesu sądowego z zeszłego roku oraz trudnościami powodujących opóźnienie albumu.

Drugim utworem jest jeden z singli czyli HELICOPTER, jest to kawałek typowo koncertowy i w tej roli niewątpliwie sprawdzi się najlepiej. Jest to w mojej opinii najgorszy z dwóch singli promujących, aczkolwiek prosty, wpadający w głowę refren jak i energiczna produkcja w formie granej na żywo powinny nadrobić to, co utwór traci przy codziennym słuchaniu ze względu na swoją powtarzalną strukturę.

Następnie pora na możliwie najlepsze, co ma nam do zaoferowania album, czyli STOLE YA FLOW. Wszystko to co robił poprzedni numer, ten robi trzy razy lepiej – nie wiem czemu nie został użyty jako singiel. Refren wpada w ucho równie łatwo, ale jednocześnie jest o wiele ciekawiej skonstruowany i, tak jak reszta utworu, ma w sobie pokłady energii, której nie czułem od A$APA od dawna.

Następne w kolejce jest STAY HERE 4 LIFE z gościnnym udziałem Brenta Fayiaza. Jest to chwila oddechu w formie kawałka R&B, z którymi Rocky miał już wcześniej do czynienia nie raz. Wokale Fayiaza w refrenie grają tu pierwsze skrzypce, jak z resztą można by się spodziewać po jednym z najważniejszych współczesnych piosenkarzy tego gatunku.

Passę trzech najlepszych utworów na albumie kończy PLAYA, w którym raper na podkładzie wspieranym przez wokale legendarnego już Thundercata daje słuchaczom porady związkowe, jednocześnie oferując refleksję na temat swojego aktualnego związku z Rihanną.

Następne dwa kawałki NO TRESPASSING oraz STOP SNITCHING nie wyróżniają się niczym specjalnym. Na pierwszym z nich Rocky prezentuje dobrą formę rapową. Jednak cały utwór jest wyprodukowany w taki sposób, że całość wydaje się być przytłumiona. Z kolei na drugim to gościnny występ Sauce Walka jest najlepszym elementem piosenki. Raper z Houston staje na wysokości zadania serwując ciekawe i momentami zabawne (w najlepszy możliwy sposób) wersy.

Nadszedł czas na najprawdopodobniej najgorszy z utworów na albumie. STFU z gościnnym udziałem grupy rapowo-metalowej Slay Squad próbuje być czymś więcej, niż jest w stanie zaoferować. Produkcja mieszająca typowo rapowe elementy z elektroniką i gitarami zdaje się sama nie wiedzieć dokąd zmierza. Krzyczana forma rapu Slay Squadu drastycznie kontrastuje z rapem Rocky’ego, który oprócz lekkiego podniesienia głosu na refrenie nie robi za wiele by wpasować się w wytworzony przez siebie koncept. Całość finalnie brzmi jak bardzo nieudana próba skopiowania City Morgue.

Najbardziej wartymi uwagi momentami na pozostałej reszcie albumu są AIR FORCE (BLACK DEMARCO), PUNK ROCKY, czyli kolejny (ten lepszy) z singli oraz ROBERRY z gościnnym udziałem Doechii. W tym ostatnim kawałku artyści zdają się po prostu dobrze bawić na klasycznie jazzowym podkładzie.

Zobacz też: „Norymberga” [RECENZJA]

Fot.: materiały prasowe

Główną część albumu kończy THE END, w którym zupełnie niespodziewanie na gościnnym wokalu zabłysnął will.i.am. Frontman The Black Eyed Peas otwiera utwór i bardzo dobrze radzi sobie z ograniczonym czasem, który dostał. Przez resztę utworu A$AP kontempluje na temat aktualnego stanu świata, a rozmyślania kończy melancholijnym wokalem Jessiki Pratt.

Mogliście zauważyć, że wspomniałem wcześniej o końcu głównej części albumu. Faktycznie, po THE END dostajemy jeszcze dwa utwory: SWAT TEAM oraz FISH N STEAK (WHAT IT IS). Pierwszy z nich jest poprawnym kawałkiem rapowym i nie wiele więcej. Drugi natomiast jest największym zawodem muzycznym jaki spotkał mnie na tym albumie.

Gościnny udział na nim ma Tyler, The Creator, wielokrotny współpracownik A$APA oraz jego dobry przyjaciel. Artyści stworzyli już razem takie kawałki jak Potato Salad czy WHARF TALK. Oba te utwory, jak i pozostałe z ich wspólnej dyskografii, są uważane powszechnie jako jedne z najlepszych jakie obu raperów ma do zaoferowania. Natomiast FISH N STEAK? Po prostu jest, ni mniej, ni więcej.

Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że jest to zły kawałek. Mogę wam jednak zagwarantować, że jeżeli przesłuchacie najpierw wszystkie wcześniejsze wspólne utwory obu raperów, a potem wrócicie do FISH N STEAK, będziecie tak samo zawiedzeni jak ja. Obaj panowie zdają się prawie spać w studiu podczas nagrywek, i to nie w taki cool sposób, jak robi to Future – od A$APA i Tylera zwyczajnie wieje nudą.

Końcowe myśli

Czy jest to dobry album? Tak. Nie jest on w żadnym stopniu idealny, ma słabsze punkty, ale słuchając go czułem się naprawdę dobrze z tym jak jakościowy materiał dał nam A$AP, patrząc zwłaszcza na to jak dużą presję nakładało na niego środowisko rapowe.

Czy Don’t Be Dumb sprostało stawianym jej oczekiwaniom? W mojej opinii nie, ale, niestety, tak to już bywa z długo wyczekiwanymi projektami.

Fot.: Spotify