Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

Depeche Mode: M [RECENZJA]

28 października wierni fani angielskiej grupy synthpopowej masowo udali się do kin, by ujrzeć najnowszą produkcję swoich idoli. Jedni byli zachwyceni, drudzy nie byli w stanie oszczędzić słów krytyki. Czy finalnie seans był tego wart? Przekonajcie się sami.

Trwający nieco ponad półtorej godziny film w reżyserii Fernando Fríasa przedstawiał powiązania muzyki Depeche Mode z problematyką śmierci, która stała się zespołowi bliska po utracie współtwórcy i przyjaciela, Andy’ego Fletchera. Kanwą opowieści stał się Meksyk, jako kraj kulturowo zbliżony do tematyki przemijania. Oczywiście, w związku z tym w filmie nie zabrakło motywu memento mori, którego mroczna nazwa stała się tytułem ostatniego studyjnego wydawnictwa grupy. Termin premiery intencjonalnie zbiegł się z celebracją Halloween oraz Dnia Wszystkich Świętych. Oficjalny trailer filmu został udostępniony przez zespół miesiąc przed kinowym debiutem.

Struktura filmu przeplatała ze sobą fragmenty wypowiedzi meksykańskich fanów, cytaty z literatury i poezji latynoamerykańskiej oraz technikalia zza kulis trasy wraz z kolejnymi wykonaniami mniej i bardziej znanych utworów Depeszów. Nie mogło zabraknąć takich klasyków, jak „It’s No Good” czy „Never Let Me Down Again”, ale i najnowsze aranżacje pokroju „My Cosmos Is Mine” i „Wagging Tongue” zyskały uznanie trybun. Wszystkie trzy koncerty zagrane w Meksyku zostały wyprzedane do ostatniego biletu, a publiczność angażowała się stuprocentowo w każdy aspekt występów, co tylko utwierdza w fakcie o nieprzerwanej świetności zespołu oraz dozgonnej wierności fanów. Również i widzowie w Polsce chętnie dołączyli do wspólnej celebracji, porzucając kinową etykietę dla wspólnego tańca i śpiewu. Szczególnie wzruszające dla wszystkich było wykonanie „World In My Eyes”, będące hołdem dla zmarłego Fletchera — zarówno zespół, jak i fani na dużym ekranie unieśli zdjęcia klawiszowca w górę, poddając się refleksji na temat przebrzmiewania ludzkiego życia.

To nie wszystko, co mają obecnie do zaoferowania Dave Gahan i Martin Gore. Fani wyczekują już kolejnego wydawnictwa — płyty koncertowej „Depeche Mode: Mexico City”, której premiera ma się odbyć 5 grudnia 2025 roku. Album zaprezentuje meksykański repertuar grupy na żywo w pełnej krasie. W związku z refleksyjnym charakterem materiału wzniesiono podejrzenia, że może to być swoiste pożegnanie zespołu i usunięcie się z blasku fleszy. Czas pokaże, czy te pogłoski nabiorą na znaczeniu.