Po 10 latach TEDx wrócił do Torunia ze specjalną konferencją dla młodych – TEDxToruń Youth. Składały się na nią trzy segmenty wykładowe przeplatane artystycznymi występami, których tematyka wpisywała się w motyw przewodni spotkania. Na scenie pojawił się między innymi Teatr Antrakt z nowym spektaklem „Projekt 23”.
Konferencja miała miejsce 29 września na Auli UMK, gdzie dziesięcioro mówców postanowiło przekazać swoje myśli młodym ludziom, szczególnie uczniom i studentom. Przed rozpoczęciem każdego z trzech etapów spotkania na scenę wkraczali toruńscy artyści.
Teatralne wystąpienie Antraktu opowiada o zatraceniu się w pracy, rutynie i konsekwencjach podążania drogą większości. Młodzi aktorzy przenieśli publiczność do szarego, zimnego biura korporacyjnego, z którego człowiek, choć pragnie, to boi się uwolnić.
Dzień w „Antrakt Company”
Po pierwszym bloku konferencyjnym i krótkiej przerwie publiczność wróciła na salę, aby poznać kolejnego mówcę – Norberta Pytla. Jak usłyszeliśmy od prowadzącego, Norbert zszedł z aktorskiej drogi, aby zająć się czymś bardziej „przydatnym”. Stał się prezesem Antrakt Company – firmy, która na pierwszym miejscu stawia jakość i wydajność. Norbert z entuzjazmem opowiadał o swojej pracy, jednocześnie próbował zmotywować publiczność do podążania jego ścieżkami. Niespodziewanie na scenę weszły trzy kobiety i wówczas publika zrozumiała, że cała przemowa była już częścią spektaklu.
Zobacz też: Bardziej na plus – LOTA w OAS Kotłownia

[Fot: Łukasz Gołębiewski]
Na sali rozbrzmiał dźwięk metronomu, a każda z bezimiennych pracownic rytmicznie wykonywała szablonowe czynności pracy biurowej, takie jak picie kawy, stukanie w klawiaturę, wypełnianie dokumentów. Kolejna scena budziła za to duży niepokój. Pracownice stały w rzędzie, z przyklejonym szerokim uśmiechem wpatrywały się w publiczność, a ich ruchy miały prawdopodobnie zapraszać potencjalnych klientów.

[Fot: Łukasz Gołębiewski]
Jedna z bohaterek stopniowo dawała wyraz swojemu niezadowoleniu z sytuacji, w której wszystkie się znajdują. Niepewnie wyszła się z szeregu, powoli uświadamiając sobie swoją siłę i talent, który posiada, Dała upust swoim emocjom poprzez własną nieszablonową choreografię. Uwolniła swoją artystyczną duszę i zachęciła towarzyszki do czynienia tego samego. Był to jeden z najmocniejszych momentów całego występu. Gdy muzyka lekko ucichła na scenie pojawiła się nowa pracownica. Jej koleżanki starały się pokazać, że nie musi spędzić w tym miejscu całego swojego życia.
Przedstawiony bunt bohaterek nie był kierowany gniewem czy zawiścią. Był to raczej moment wyzwolenia i akceptacji swoich pragnień. Wzbierająca w nich siła, z jaką później zrywały z szyi krawaty, wbijała w fotel.

[Fot: Łukasz Gołębiewski]
Wypowiedzenie to wolność?
Można odnieść wrażenie, że zakończenie sztuki jest otwarte. Pracownice kolejno wybiegały z biura, tym samym zostawiając szefa całkiem samego. Bezsilny opada na krzesło i mocno ściska swój krawat. Wygląda jakby rozważał ściągnięcie go i ucieczkę lub wręcz przeciwnie – jakby chciał go ochronić, ponieważ ta praca to wszystko, co mu zostało. Warto się tutaj zatrzymać i zastanowić nad symboliką tej sceny. Dla niektórych biurokracja może być spełnieniem marzeń, a dla innych więzieniem. Czy zatem aktorzy nie podeszli zbyt stereotypowo do tego zagadnienia?
Aktorka Danka Greding i reżyserka Natalia Browarczyk o motywacji stworzenia spektaklu i trudnościach wyboru życiowej drogi:

[Fot: Łukasz Gołębiewski]
Młodzi aktorzy za pomocą tańca przedstawili pesymistyczną wizję pracy w korporacji, a także cierpienie z jakim musi borykać się w niej młody człowiek pełny pasji i marzeń. Aktorzy Antraktu postawili widzom bardzo ważne pytanie, na które każdy, prędzej czy później, będzie musiał odpowiedzieć: „Pracujesz, by żyć czy żyjesz, by pracować?”
[Fot. wyróżniająca: Łukasz Gołębiewski]
