Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

Cienkie nici przeznaczenia – recenzja spektaklu „Konstelacje”

A co, jeśli wszystkie nasze decyzje istnieją w nieskończonym zbiorze innych możliwych wyborów? Czy każdy z nich prowadzi do tego samego rezultatu? Na tych pytaniach opierają się „Konstelacje”, najnowszy spektakl Teatru Antrakt. 

Konstelacjeto przedstawienie autorstwa brytyjskiego dramatopisarza Nicka Payne’a. Sztuka zadebiutowała w londyńskim Royal Court Theatre, a potem wielokrotnie gościła na scenach Broadwayu i West Endu. Teraz, „Konstelacje” zawitały również na deskach „Od Nowy”, w reżyserii Tomasza Dziaka. 

Fot. Grzegorz Chudzik

[CZYTAJ TAKŻE: Zwycięstwa i porażki – „Królowa sportu” w Teatrze Horzycy]

Splecione losy dwojga ludzi

Pełna determinacji Marienne próbuje rozwiązać tajemnice wszechświata za pomocą praw fizyki i swojego ponadprzeciętnego intelektu. Z kolei Roland wiedzie bardziej przyziemne życie, zajmując się pszczelarstwem. Pozornie niedopasowani, szybko odnajdują wspólny język… i to w każdym uniwersum. 

Fabuła „Konstelacji” skupia się na relacji tych dwojga, ukazując ich życia w równoległych wszechświatach. Odmienne rzeczywistości determinowane są zarówno przez wybory bohaterów, jak i zwykłe zrządzenie losu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że opowieść nosi znamiona efektu motyla – wystarczy niewielka zmiana w doborze słów lub okazanych emocji, by znacząco odmienić to, co zdawało się z góry przesądzone. 

Spektakl ukazuje poszczególne epizody z życia bohaterów. Każdy z nich zostaje przedstawiony w kilku wersjach, w których „inni” Rolandowie i „inne” Marienne muszą zmierzyć się z tymi samymi sytuacjami – pełnymi humoru, wywołującymi wzruszenie, a wreszcie naznaczonymi cierpieniem, które trudno opisać słowami. 

Miłość między wymiarami

Liczebność obsady stanowi, moim zdaniem, znaczącą przewagę „Konstelacji” Teatru Antrakt nad oryginałem. Podczas, gdy pierwowzór zakłada występ jedynie dwojga aktorów, w produkcji Antraktu w role Marienne i Rolanda wcieliło się aż dziesięcioro członków zespołu aktorskiego. Jako Marienne mieliśmy okazję zobaczyć Milenę Frej, Dankę Greding, Marię Kowalską, Patrycję Łajewską, Igę Maciejewską i Annę Piórkowską. Rolanda zagrali natomiast Łukasz Gołębiewski, Jakub Michalak, Norbert Pytel, Piotr Pawłowski oraz Jakub Stępień.

To rozwiązanie lepiej pasuje do koncepcji równoległych rzeczywistości i pozwala na eksplorację dynamiki między postaciami. Każdy „Roland” i każda „Marienne” są jedyni w swoim rodzaju, a zarazem stanowią cząstkę tej samej osoby. O tym ostatnim łatwo zapomnieć, gdyż w każdej scenie oglądamy tę samą postać w zupełnie innej interpretacji. Roland potrafi być zarówno kochający, jak i agresywny, czarujący i wycofany. Również kreacje Marienne reprezentują całe spektrum jej charakteru, podkreślając to jej zadziorność, to błyskotliwy intelekt, czy wewnętrzną skrytość. Artyści z Antraktu naprawdę udowodnili tu swój teatralny kunszt, tworząc tak różnorodne, wielowymiarowe kreacje bohaterów.

Na uwagę zasługuje szczególnie dobrze przemyślany układ ruchu, czyniąca każdą scenę elementem całego uniwersum zdarzeń. Widać to chociażby w scenach, w których aktorzy, po odegraniu swojego epizodu, pozostają w bezruchu w trakcie występu następnej „pary” Rolandów i Marienne. 

Fot. Grzegorz Chudzik

Przeznaczenie zapisane w gwiazdach

Uważam, że wyznacznikiem artystycznej wartości danego dzieła jest to, jak bardzo skłania odbiorcę do autorefleksji. Pod tym względem „Konstelacje” wypadły fantastycznie, bo gdy ucichły owacje i przygasło światło reflektorów, trzeba było skonfrontować się ze swoimi myślami i niepokojem egzystencjalnym.

Sercem przedstawienia jest oczywiście burzliwa miłość Rolanda i Marienne, jednak stanowi ona pretekst do rozważań nad naturą przeznaczenia. Sztuka próbuje odnaleźć odpowiedź na pytanie o to, czy ludzie sami mogą kształtować swoje losy. 

Z jednej strony, wydaje się, że tak. To właśnie wybory Marienne i Rolanda – zdrady, powroty, rozstania – kreują kolejne rzeczywistości. W myśl trzeciej zasady dynamiki Newtona, każda akcja wywołuje odwrotną reakcję. Powstają równoległe ciągi zdarzeń, niosąc za sobą konsekwencje dokonanych wyborów. 

Trudno natomiast nie zauważyć, że kochankowie wciąż przeżywają dokładnie te same sytuacje. Marienne i Roland spotykają się „od nowa” w każdym wszechświecie, bez względu na obrane ścieżki. Wszystkie drogi prowadzą jednak do nieuniknionego końca, co sugeruje ostatnia scena przedstawienia.

Fot. Grzegorz Chudzik

Może w innym świecie?

Konstelacje” zachwycają zarówno humorem, jak i tragizmem. Próba opowiedzenia tej samej historii w coraz to nowych odsłonach mogła się nie udać, a tutaj wyszła fantastycznie. „Konstelacje” zapraszają widza na rozdroża wszechświatów, w których nawet pozornie nieznaczące zdarzenie może nieodwracalnie zmienić bieg historii, a ludzka natura opiera się na niestałości i wewnętrznych sprzecznościach. 

[Fot. wyróżniająca: Grzegorz Chudzik]