Recenzje searching for sugar man

25 lutego 2013 | Radio Sfera

Searching For Sugar Man

Pisanie recenzji filmowej ścieżki dźwiękowej bez obejrzenia filmu, wydaje się zadaniem niezwykle karkołomnym. Wszak obraz ma dopełniać dźwięk, a dźwięk obraz, a wszyskto to oddziaływać na nasze emocje i poruszać wrażliwsze obszary naszego ludzkiego jestestwa.

Działając jednak wbrew zasadom, podejmuję wyzwanie i wyruszam na poszukiwania Cukrowego Człowieka, nie będąc skażona przez odczucia płynące z zaznajomienia się z dokumentem poświęconym muzykowi. Niech muzyka opowie mi historię Sixto Rodrigueza…

Poniekąd tak się właście dzieje, bowiem na krążku „Searching for Sugar Man” znajdziemy 14 utworów – a jakże – autorstwa samego Rodrigueza. Swoiste „the best of” artysty, który miał być wielki, a wielkim nie został. Już po pierwszych kilku dźwiękach w głowie pojawia się pytanie: „ale dlaczego?” Ciepłe, akustyczne dźwięki, ubrane w poetyckie i zaangażowane teksty – tak można podsumować tą kompilację jednym zdaniem. Wszystkie utwory ujmują, każdy w inny sposób.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje kilka kompozycji: otwierający kawałek „Sugar Man” z przejmującym wokalem, snującym niesłodką opowieść o  pewnym dealerze, jego świecie i przyjaźni z nałogiem. Chwyta i wciąga od samego początku.  „I Think of You”, kryjący się pod numerem osiem, to piękne wyznanie miłości. Piosenka niekiedy ckliwa i przesłodzona, jednak mająca nieodparty urok.  W końcu protest song „Sandrevan Lullaby/Lifestyles” wprowadzony przez spokojne smyczki, do których z czasem dołącza gitara akustyczna. Prawdziwy majstersztyk! Moim faworytem – zaraz obok tytułowego „Sugar Man”, jest jednak utwór „Cause”. Smutna, w przypadku Rodrigueza, właściwie prorocza piosenka (bardziej adekwatne byłoby chyba określenie melorecytacja), już od pierwszych słów „Cause I lost my job two weeks before Christmas” całkowicie pochłania słuchacza, a emocje towarzyszące bohaterowi tekstu/śpiewakowi stają się automatycznie emocjami odbiorcy.

Wydawnictwo „Searching for Sugar Man” to przyjemne dla ucha, folkowo-rockowe granie typowe dla przełomu lat ’60 i ’70. Śmiem jednak stwierdzić, iż nawet osoby nie odnajdujące się w tym klimacie, powinny odnaleźć na krążku coś dla siebie.




Back to Top ↑