Recenzje

5 kwietnia 2016 | Jakub Osmański

0

O.S.T.R – Życie po Śmierci (2016)

Luty w kalendarzu fanów łódzkiego rapera – Ostrego, to miesiąc szczególny. Adam Ostrowski przyzwyczaił nas do tego, że początek roku oznacza kolejną cegiełkę dodaną do jego pokaźnej dyskografii. 26 lutego 2016 roku po raz kolejny zaprosił słuchaczy do swojego świata. Album Życie po śmierci  niesie za sobą niezwykle długie i bolesne doświadczenia minionego roku.

Ostry to prawdopodobnie najlepsza wizytówka polskiego rapu, docierająca do osób niebędących targetem tego gatunku. Obok takich raperów jak Fisz czy Łona, to właśnie w kierunku łodzianina najczęściej kierowane są słowa: „nie słucham hiphopu, ale X jest wyjątkiem”. O.S.T.R. to człowiek orkiestra, czerpiący garściami z muzyki jazzowej, celnie komentujący rzeczywistość zza mikrofonu, czy to poprzez utwory, czy podczas słynnych już monologów wypowiadanych podczas koncertów. Od wielu lat wykorzystuje bagaż swoich doświadczeń, by nauczać kolejne pokolenia poznające jego muzykę. Można się z nim nie zgadzać, można szydzić z nauczycielskiego tonu, ale wpływu na kulturę hip-hop – w naszym kraju nikt mu nie odbierze.

Rok temu, krótko po wydaniu albumu Podróż zwana życiem, środowisko fanów obiegły bardzo niepokojące informacje. Podróż, będąca reminiscencją dotychczasowego dorobku i życia artysty, okazała się preludium do najtrudniejszego roku w jego karierze. Adam otarł się o śmierć, przeszedł skomplikowany zabieg wycięcia płuca, po którym czekała go trudna rehabilitacja. Jak sam stwierdził, całkowicie zmienił się jego sposób postrzegania świata, a system wartości uległ gruntownej weryfikacji. Podróż zwana życiem nosiła znamię najbardziej osobistego wydawnictwa artysty, ale najnowszy album przekroczył wyznaczoną wcześniej granicę.

Adam rozlicza się z przeszłością, opisuje co pod względem psychicznym i fizycznym czuł przez ostatni rok, a także wylicza wszystko to, co zawdzięcza najbliższym – żonie oraz dzieciom. Opowiada nam chronologiczną historię, która ostatecznie kończy się happy endem. Nie dajcie się zmylić – album nie ma czysto depresyjnego charakteru, pokazuje raczej, jak przezwyciężyć problemy, jakie w jednej chwili mogą spaść na człowieka.

Warto podkreślić, jak świetnie wydano Życie po śmierci. Za stronę graficzną wydawnictwa odpowiada, jak zwykle bezbłędny – Forin. W czarnym pudełku, na którym widnieje twarz muzyka, znajdziemy teksty podzielone – zgodnie z tracklistą, na rozdziały, zapisane odręcznie niczym na kartach pamiętnika, oraz zdjęcia rentgenowskie przedstawiające Ostrego Juniora, a także twarz i klatkę piersiową Adama. Zestaw uzupełnia stylizowana karta „świadomego dawcy narządów”. Wydawnictwo utrzymane jest w minimalistycznym, gustownym stylu.

Jak przystało na tak osobisty album, nie znajdziemy tu wielu gości. W kawałku To mój dzień udzielił się Steve Nash, wokali na płytę użyczyły Sacha Vee oraz Playground Zer0. Nie można pominąć utworu Jaki ojciec taki syn – z gościnnym udziałem Jasia Ostrowskiego, 7 letniego syna rapera. Jest to zdecydowanie udany debiut i kto wie, czy za kilkanaście lat to właśnie na kolejną płytę Janka nie przyjdzie nam czekać w lutym. Życie po śmierci, jako przystało na krążek z pod szyldu Asfalt Records, jest świetnie wyprodukowany. Za beaty odpowiedzialny jest sam O.S.T.R, przy wsparciu swoich holenderskich kompanów z Killing Skills. Całość uzupełniają cuty DJ Haema. Jak podkreślają twórcy krążka, same prace nad mixem i masteringiem trwały ponad pół roku.

Album nie jest nośnikiem jedynie negatywnych emocji i bólu związanego z chorobą. Podzielona na cztery rozdziały płyta to emocjonalny rollercoaster. Utwory takie jak Diagnoza czy Spowiedź pokazują, jakie piętno wywiera na człowieku spotkanie twarzą twarz ze śmiercią. W utworze Nie pisz SMS-ów Ostry odrywa się od swoich problemów, aby w swoim stylu pouczać słuchaczy. Przyśpieszenia na tym utworze pokazują też, że problemy zdrowotne nie odebrały raperowi umiejętności wokalnych. We krwi (Since I Saw You) to natomiast cudowna laurka dla zawsze stojącej u jego boku żony. Pod względem technicznym usłyszymy tu wszystko to, do czego Adaś na przyzwyczaił. Na wysokim poziomie, ale też bez specjalnych wodotrysków.

Jak być obiektywnym, gdy jako fan, recenzuje się taką płytę? To największy problem, jaki mam z Życiem po śmierci. Jeśli obedrzeć ten album z całej historii, nie brać pod uwagę jego wagi i wartości dla samego twórcy, to jest on co najwyżej dobry. Przesłuchać zdecydowanie warto, na pewno ma moc sprawczą – zmusza do przemyśleń, ale mimo wszystko nie jest największym, pod względem artystycznym, dziełem w dorobku łódzkiego rapera. Jest to ta sama baza, do której przyzwyczaił O.S.T.R. ubrana w opowieść wielkiej wagi.

 

Zdjęcie: materiały nadesłane

Tagi:




Back to Top ↑