Recenzje El-Vy-Return-to-the-moon-new-560x560-770x470

20 stycznia 2016 | Patryk Przybyłowski

0

EL VY – Return To The Moon (2015)

Spanie w przydrożnych motelach, granie w małych, obskurnych klubach dla garstki ludzi, czy melancholijne rozmowy do późna okraszone hektolitrami kawy i popielniczkami pełnymi od petów – takie obrazy towarzyszą Return To The Moon.

How long have we been coming here to the Silent Ivy Hotel?*

Jeśli wejście do studia i kilkutygodniowe sesje nagraniowe nazwiemy standardowym tworzeniem płyty, to projekt Matta Berningera i Brenta Knopfa należałoby określić jako ekstrawagancki. Znajomość Berningera i Knopfa zaczęła się od wspólnej trasy koncertowej w czasach, kiedy The National nie byli jeszcze tak znanym i rozchwytywanym zespołem. Kiedy tylko nadarzała się okazja, po koncertach, czy podczas samotnego wieczoru w pokoju hotelowym,  Berninger zasiadał do komponowania. Bren Knopf podkreśla, że często będąc na drugim końcu świata, przesyłał Mattowi różne nagrania demo, beaty, czy struktury akordów, a ten dogrywał do nich kolejne pomysły. Był do tego stopnia wciągnięty w proces twórczy, że nagrywał gdziekolwiek mógł. Na płycie można m.in. usłyszeć pracownika hotelu, który wszedł do pokoju podczas jednego z nagrań.

Didi, I just saw the wildest thing, watched the sun just walk into the ocean*

Return To The Moon opowiada historię Didi i Michaela; pierwowzorami tych postaci byli Dennes Dale „D.” Boon i Mike Watt z zespołu The Minuteman. Berninger podkreśla, że podczas komponowania natrafił na film dokumentalny o zespole i został onieśmielony przez poziom relacji, jakie łączyły tych dwóch muzyków. Tak naprawdę, to cała warstwa tekstowa premierowego krążka EL VY w większym (np. Paul Is Alive – opowieść o dojrzewaniu w Cincinnati) bądź mniejszym stopniu (np. I’m The Man To Be – historia samotnego, naćpanego rockmana w Singapurze) opiera się na faktach. Bez większego wysiłku można również wyszukać kilka odniesień do popkultury, czy to w postaci legendarnego liryka Leonarda Cohena, czy też słynnej amerykańskiej aktywistki Erin Brockovich.

It takes a lot of time and it takes little bit of crying to get your mind off*

Melancholia i smutek to, poza pewnymi wyjątkami, towarzyszą od początku albumu. Po kilku pierwszych przesłuchaniach najbardziej w pamięci utkwił mi już wcześniej wspomniany I’m The Man To Be, Happiness Misouri oraz Sad Case – słuchać w nich zdecydowanie najwięcej rocka. Są brudne, bardzo wyraziste i, co najważniejsze, bardzo dobrze obudowane wokół wokalu. Gdziekolwiek zabierają nas panowie z EL VY, czy to do pozornie pozytywnie brzmiącego Return To The Moon (Political Song for Didi Bloome, to Sing with Crescendo), czy lirycznych It’s a Game Careless trudno nie odnieść wrażenia, że muzyka jest drugim narratorem historii o Didi i Michaelu. Wielkie uznanie również dla Brenta Knopfa, za to, że jeśli pojawiają się jakieś elektroniczne wstawki, to stanowią przyjemne smaczki. Przykładem może być Need a Friend i zmodulowany motyw przewodni. Natomiast No Time to Crank The Sun poprzez elektronikę unika nadmiernej pompatyczności w miejscach, gdzie naturalnym dopełnieniem mogłyby być partie smyczkowe.

I don’t know what we’re waiting for – people like us don’t ever switch our videos from scene to scene*

Return To The Moon to płyta zdecydowanie godna polecenia. Jej muzyczny klimat i historia, którą opowiada, zabiera słuchacza do Stanów Zjednoczonych pozbawionych bogactwa i przepychu. Pokazuje przede wszystkim smutek. Smutek odnoszący się do tego co było, jest i prawdopodobnie będzie.

*śródtytuły zaczerpnietę z tekstów piosenek na płycie Return To The Moon

Zdjęcie: materiały promocyjne



Tagi:




Back to Top ↑