Czy warto nieustannie buntować się przeciwko rzeczywistości? Jakie zająć stanowisko w obliczu przemijających ideałów? Spektakl „Nic nie wiemy na pewno” Teatru Ósmego Dnia, który zainaugurował tegoroczną edycję festiwalu Klamra skłania widza do rozważenia tych pytań.
„Klamra” to festiwal teatrów alternatywnych, odbywający się w ACKiS „Od Nowa” od 1993 roku. Celem festiwalu jest nie tylko zaprezentowanie najbardziej interesujących przedstawień, ale i stworzenie przestrzeni na dialog między twórcami a publicznością. Tegoroczną edycję „Klamry” otworzył spektakl „Nic nie wiemy na pewno” Teatru Ósmego Dnia. To pełna ironii opowieść o przemijaniu, buncie i podróży przez przeszłość i teraźniejszość, która na długo pozostaje w pamięci.

Sen o wczoraj i dziś
„Nic nie wiemy na pewno” zabiera widza w podróż do przeszłości Teatru, pełnej zmagań z sytuacją polityczno-społeczną oraz odniesień do poprzednich przedstawień zgrupowania. Motyw ten przybiera na sile, jeśli weźmie się pod uwagę obsadę, składającą się z „kolektywu senioralnego” Teatru Ósmego Dnia: Ewy Wójciak, Adama Borowskiego, Tadeusza Janiszewskiego oraz Marcina Kęszyckiego. To piękne, że właśnie oni opowiadają widzom swoją historię.
Całość utrzymano w konwencji onirycznej. Każdą scenę odbierałam niczym osobny „sen”: zarówno nawiązujący do prawdziwych sytuacji, jak i przedstawiający je w nieco absurdalny sposób. Głośne momenty przeplatane były chwilami milczenia, groteska mieszała się z zadumą. Stwarzało to swego rodzaju wyzwanie dla widza, by odnaleźć sens wśród tej licznej symboliki i między enigmatycznymi linijkami dialogów. Wszystkie „sny” ukazywały jednak pewną gorzką prawdę – że przeszłość wcale nie różni się tak bardzo od teraźniejszości, a to, czy odważymy się, by to dostrzec i zmienić, zależy tylko od nas.
Bunt jako konieczność
Sprzeciw wobec rzeczywistości to jeden z najważniejszych wątków przedstawienia. Jest on w końcu nieodłączną częścią samej historii Teatru Ósmego Dnia, któremu udało się przetrwać pomimo licznych interwencji władz komunistycznych za czasów PRL-u. Motyw buntu nie kończy się jednak na samych odniesieniach do przeszłości. Spektakl w dobitny sposób przypomina widzom, by pielęgnować w sobie wewnętrzną niepokorność również w innych aspektach życia. Niezgoda wobec panujących trendów, czy obecnych wydarzeń politycznych ma stanowić manifestację wolności w świecie, który nieustannie chce ją odebrać.

Estetyka przeszłości
Na pochwałę zasługuje także dbałość o walory estetyczne. Kostiumy i scenografia utrzymane w odcieniach brązu i czerni, wykorzystanie rekwizytów z dawnych przedstawień, czy wreszcie wyświetlane w tle czarno-białe nagrania bardzo dobrze wpisywały się w motyw powrotu do korzeni, przeszłości, która splata się z teraźniejszością. Oprócz tego urzekły mnie także partie wokalne, pięknie zaśpiewane i wywołujące poczucie nostalgii.
Jedna mała uwaga
Chociaż trudno odmówić teatralnego kunsztu i talentu, jakie niewątpliwie przejawiają się w „Nic nie wiemy na pewno”, trzeba przyznać, że spektakl ma dosyć wysoki próg wejścia. Brak znajomości historii Teatru Ósmego Dnia oraz ich wcześniejszych przedstawień może stać się przyczyną trudności w zrozumieniu poszczególnych scen. Udało mi się wyłapać kilka nawiązań dzięki przygotowaniom do napisania tego tekstu, jednak nadal uważam, że sporo mogło mi umknąć. Nie jest to wada – raczej aspekt do rozważenia przed obejrzeniem spektaklu.
Zachęta do szukania własnej drogi
„Nic nie wiemy na pewno” nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast tego, sztuka kieruje widza w stronę jego własnych przemyśleń. Choć forma przedstawienia bazuje na impresji, a wiele scen balansuje na granicy absurdu, przesłanie, jakim jest walka o własną niezależność, wybrzmiewa bardzo dobitnie. Fani Teatru Ósmego Dnia z pewnością docenią emocjonalną podróż przez historię zgrupowania, natomiast inni widzowie wyjdą z teatru z cennymi refleksjami.

Zobacz też: Cheap Tobbaco z nową płytą.
