Reżyser James Vanderbilt pokazuje nam czym jest prawdziwe zło w tym thrillerze psychologiczno-historycznym.
Film skupia się na relacji Hermanna Göringa (Russell Crowe), najwyżej położonego pozostałego przy życiu nazisty, oraz amerykańskiego psychiatry Douglasa Kelleya (Rami Malek), który przed procesami w Norymberdze miał zdiagnozować więzionych przywódców nazistowskich, aby ustalić, czy mogą stanąć przed sądem.
Ciężar narracyjny filmu spoczywa na grze aktorskiej dwójki postaci pierwszoplanowych, która na szczęście jest na wysokim poziomie. Russell Crowe znakomicie spełnia się w roli niemieckiego oficera. Potrafi być chwilami przerażająco ludzki, czasem po prostu przerażający, a momentami prawie chciałoby się mu współczuć. Swym talentem nadaje postaci okrutnego człowieka wielu innych wymiarów. Bez dwóch zdań jest to najlepsza gra aktorska w wykonaniu Crowe’a od wielu lat.
Rami Malek jest niestety nieco słabszym elementem tego duetu, czasem jego gra aktorska wydaje się zbyt przerysowana i kreskówkowa. Za mało w jego wystąpieniu subtelności, a trochę za dużo emocjonalnych wybuchów. Choć podobno prawdziwy Kelley znany był właśnie z podobnych zachowań, więc może to być zamierzony zabieg. Malek dobrze odnajduje się jednak w bardziej emocjonalnych scenach, których w tym filmie nie brakuje. Scena, w której konfrontuje się z Göringiem godna jest Oscara, wszystkie uczucia wręcz wylewają się z jego postaci.
Na uwagę zasługują również Leo Woodall w roli Howiego Triesta, Michael Shannon jako Robert H. Jackson, oraz Richard E. Grant grający Davida Maxwella Fyfe’a. Mimo krótszej obecności na ekranie dają z siebie wszystko. Bez nich film zdecydowanie straciłby na jakości.

Brutalna rzeczywistość
Moją uwagę od razu przykuło to, jak ten film był nakręcony. „Norymberga” jest wizualnie mroczna, klimatyczna i przytłaczająca, co idealnie współgra ze scenariuszem. Niektóre sceny pomysłowo wystylizowano w taki sposób, jakby same nagrania pochodziły z lat 40. Uważam, że przydałoby się więcej tego typu zabiegów, żeby dodać filmowi realizmu.
James Vanderbilt, który ma ogromne doświadczenie jako scenarzysta (pisał dla filmów takich jak „Zodiak” czy dwie najnowsze części „Krzyku”), zaskakująco dobrze odnajduje się w roli reżysera, w którą wciela się dopiero drugi raz. Wszystko wygląda profesjonalnie i z każdego ujęcia wręcz wypływa atmosfera. Scenariusz także jest na wysokim poziomie, fabuła jest prosta do zrozumienia i śledzenia nawet bez wiedzy historycznej. Uznaję to za niemały wyczyn i coś, z czym niejeden film na podstawie faktów historycznych ma problem. Jedyne, co negatywnie wpływało na seans, to dialogi, które chwilami wydawały się używać słownictwa, które nie pasowało do przedstawianej epoki.
Chciałbym także wspomnieć o ścieżce dźwiękowej autorstwa Briana Tylera, twórcy muzyki do kilku filmów Marvela, jak i wielu gier wideo. Muzyka w Norymberdze jest przepiękna, wręcz symbiotyczna z warstwą wizualną, nie wyobrażam sobie tego filmu bez niej. Tyler wie, jakie emocje wzbudzić u widza, jest mrocznie, tajemniczo i melancholijnie, kiedy scena tego wymaga.

Historia uczy, że niczego nie uczy
„Norymberga” służy przede wszystkim jako przestroga dla widza. Pokazuje jak potężny może być kult osobowości, a także jak zbiór odpowiednio dobranych zdań jest w stanie oślepić i zmanipulować ludzi. W obecnych czasach świadomość tego jest szczególnie ważna, jestem wręcz pewien, że jest to zabieg zamierzony.
Film znakomicie analizuje zło, to z czego ono wynika i jakimi prawami się rządzi, a także w jaki sposób je łamie. Mam przeczucie, że to właśnie dlatego Vanderbilt postanowił opowiedzieć nam tę historię. Göring to człowiek koszmarny, narcystyczny i bezduszny, jednak znalazł się na niebezpiecznie wysokiej pozycji, co pozwoliło jemu, jak i jego towarzyszom, na zbrodnie tak okrutne, że słysząc o nich podczas seansu robiło mi się niedobrze. Fakt, przed którym zarówno prawdziwy jak i filmowy Douglas Kelley próbowali nas ostrzec, to to, że podli ludzie, tacy jak naziści, wcale nie są wyjątkowi. Nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie pojawi się kolejny złotousty narcyz.
„Norymberga” to pozycja obowiązkowa dla każdego pasjonata historii. Film nie boi się przedstawiać przeszłości taką, jaka była na prawdę, bez sztucznej delikatności. Ostrzegam jednak osoby wrażliwe – nie jest to film dla każdego. W niektórych scenach wykorzystano prawdziwe nagrania przemocy z obozów koncentracyjnych. Odwiedziłem wcześniej Auschwitz-Birkenau i ledwo byłem w stanie wytrzymać widok ludzkiego cierpienia.
Zobacz też: Nowa wystawa w Galerii Proscenium
[Fot. wyróżniająca: materiały prasowe/kadr z filmu]
