Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

Fallout Sezon 2 [RECENZJA]

Drugi sezon adaptacji kultowej serii gier dobiegł końca. Czy serial utrzymał poziom, czy jednak pierwszy sezon okazał się dziełem bezkonkurencyjnym?

Akcja drugiego sezonu rozpoczyna się tam, gdzie pierwszy dobiegł końca. Wszystkie wątki są płynnie kontynuowane oraz poznajemy nowe, które rozbudowują świat postapokaliptycznych pustkowi bezbłędnie przeniesiony z wirtualnych pixeli na telewizyjne ekrany.

W małych dawkach

Pierwszy sezon Fallouta okazał się dla Amazona, jak i Bethesdy niespodziewanym sukcesem. Serial natychmiast okrzyknięto jedną z najlepszych adaptacji growych w historii. Tworząc drugi sezon twórcy rozumieli, że fani spodziewają się takiej samej jakości. Pytanie brzmi – czy ją otrzymali?

Tym razem producenci zdecydowali się na odmienny niż wcześniej model emitowania odcinków. W pierwszej części otrzymaliśmy wszystkie na raz, w najnowszej Amazon postanowił wrzucać odcinki co tydzień. Dzięki tej decyzji twórcy trzymali fanów w napięciu, niepewności i ekscytacji przez blisko dwa miesiące.

Klasyczny sposób emisji odcinków wpłynął także na sposób odbioru serialu. Oglądanie niemal każdego odcinka kończy się z uczuciem lekkiego niedosytu. Zakładam, że zabieg ten miał zachęcić fanów do snucia teorii na temat kolejnych odcinków przez cały tydzień, a także pozwalał utrzymać serial w świadomości widzów na dłużej.

Zobacz zwiastun sezonu

Kadr z serialu „Fallout”

Viva New Vegas

Zdecydowana większość drugiego sezonu odbywa się w New Vegas, miejscu dobrze znanym fanom serii, gdyż było ono miejscem akcji jednej z najsłynniejszych odsłon gier z cyklu Fallout. Serial wiernie odwzorowuje lokalizacje i oferuje masę nawiązań dla spostrzegawczych. Powracają także znane frakcje oraz postacie z gry, które zostały przedstawione zaskakująco dobrze.

Jedną z moich największych obaw przy nowym sezonie było to, czy nie zepsują tego, co było tak świetnie wykreowane w grze New Vegas. Mogę jednak z czystym sumieniem stwierdzić, że serial szanuje materiał źródłowy. Miejsce, które odwiedzamy w drugim sezonie, przeszło wiele zmian. Zmiany te mogą się niektórym nie podobać, jednak mają one sens, biorąc pod uwagę prawa, jakimi rządzi się brutalny świat tego uniwersum.

Dobry, zły i brzydki

Drugi sezon podobnie jak pierwszy, skupia się na trójce postaci. Lucy (Ella Purnell) to dobroduszna, naiwna dziewczyna, która zawsze chce pomóc innym; Ghoul (Walton Goggings) – brutalny, bezwzględny rewolwerowiec z mroczną przeszłością oraz Maximus (Aaron Moten), lojalny, ale niezbyt błyskotliwy wojownik starający się walczyć o lepsze jutro. Każdy z protagonistów ma własne cele i motywy. Lucy próbuje odnaleźć swojego ojca po wydarzeniach z pierwszego sezonu, Ghoul kontynuuje poszukiwania swojej rodziny, a Maximus toczy wewnętrzną wojnę starając się kierować wzajemnie wykluczającymi się ideałami.

Kadr z serialu „Fallout”

Wojna nigdy się nie zmienia

Powracają sceny ukazujące świat przed wybuchem bomb nuklearnych. Ponownie śledzimy w nich losy Coopera Howarda przed jego przemianą w Ghoula. Odkrywane są przed nami kolejne elementy układanki pozwalające na lepsze zrozumienie tego, jak doszło do końca świata. Dalej jednak nie otrzymujemy jednoznacznych odpowiedzi. Czas przed atomową apokalipsą nie był precyzyjnie ukazany w grach, dlatego też twórcy musieli wykazać się kreatywnością tworząc te sceny.

Za dużo, za krótko

Największym zgrzytem jest problem, który pojawił się już w pierwszej części serii, jednak nie na taką skalę. W drugim sezonie jest zbyt wiele wątków i postaci. Choć przez większość czasu śledzimy losy głównego trio, przeplata się z nimi wiele innych historii. Momentami dochodzi do sytuacji, w której niektóre wątki nie są kontynuowane przez kilka odcinków, ponieważ zostają odsunięte na dalszy plan przez ważniejsze wydarzenia. Kończąc sezon, miałem wrażenie, że część historii „stoi w miejscu”. Zdecydowanie należałoby ograniczyć liczbę wątków lub zwiększyć liczbę odcinków i lepiej rozplanować treść.

Kadr z serialu „Fallout”

Muzyka Apokalipsy

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech gier Fallout jest muzyka. Z odbiorników radiowych napotykanych w grze możemy usłyszeć wiele klasycznych utworów z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, a także kilka nowych, oryginalnych piosenek imitujących ten styl. Nie inaczej jest w serialu. Sezon drugi kreatywnie wykorzystuje dobrze znane graczom przeboje, odważnie dodaje nowe dla serii utwory, które wkomponowują się bezbłędnie w klimat postapokaliptycznych pustkowi. Fani zdecydowanie będą zadowoleni, słysząc znajome melodie.

House zawsze wygrywa

Mr. House to enigmatyczna postać, która pojawiła się po raz pierwszy w grze Fallout New Vegas. Jedna z najciekawszych i najlepiej nakreślonych postaci w całej serii. Dlatego nie byłem specjalnie zdziwiony, gdy pojawił się on pod koniec pierwszego sezon. Natomiast zaskoczyło mnie, jak dobrze poradzili sobie twórcy serialu z jego skomplikowaną osobowością. Oziębła i wyrachowana osobowość House’a została fantastycznie odwzorowana przez Justina Theroux, który w tej roli jest niemal nie do poznania.

Kadr z serialu „Fallout”

To Be Continued

Niedawno twórcy serialu poinformowali fanów, że planują aby Fallout skończył się na 6 sezonach. Dlatego spodziewałem się, że część druga zakończy się nawiązaniami do nadchodzących odcinków. Nie oznacza to oczywiście, że najnowszy sezon dał nam za mało, wręcz przeciwnie. Oglądanie kończyłem z uśmiechem na twarzy, głodem na więcej. Jestem gotów jednak poczekać, dobrze wiedząc, że jest na co. Mam nadzieję, na niezmiennie wysoki poziom i pełną historię opowiedzianą w satysfakcjonujący sposób. Fallout to największe marzenie dla fanów serii, a także znakomity serial postapokaliptyczny dla zwykłych widzów.

Zobacz też: Jak wygląda kosmos w grach wideo? Pasjonaci odpowiadają