Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

Avatar: Ogień i popiół [RECENZJA]

James Cameron ponownie zabiera nas do Pandory, na której dalej toczy się walka z najeźdźcami. Czy warto było czekać na kontynuację tej blisko 20-letniej serii?

Akcja filmu toczy się niedługo po zakończeniu poprzedniej części. Reżyser filmu kontynuuje rozpoczęte w niej wątki oraz tworzy nowe. Warto na tym etapie podkreślić, że część druga i trzecia były tworzone w tym samym czasie. W konsekwencji, oglądając Ogień i popiół odnosimy wrażenie, że jest to raczej druga połowa ostatniego filmu niż kolejna, odrębna część. Ma to swoje zalety, ale również wady.

Zobacz zwiastun filmu

Kadr z filmu „Avatar: Ogień i popiół”

Historia o rodzinie, cierpieniu i stracie

Ogień i popiół, podobnie jak część poprzednia – a może nawet w jeszcze większym stopniu – jest opowieścią o rodzinie. Każdy z jej członków odbywa w tym filmie własną podróż. JakeNeytiri zmagają się z żałobą po śmierci jednego ze swoich synów, za którą Lo’ak, ich młodszy syn, czuje się odpowiedzialny. Kiri dowiaduje się rzeczy przez które nie jest pewna tego, kim jest. Spider natomiast czuje się niechciany i ma wrażenie jakby nie należał do tej rodziny.

Poza tym mamy, moim zdaniem, najciekawszy wątek w filmie: Quaritch coraz bardziej zanurza się w świat Pandory i stopniowo odkrywa piękno planety, którą ma za zadanie zniszczyć. Próbuje również zbudować relacje ze Spiderem, za którego jako jego biologiczny ojciec czuje się odpowiedzialny.

Nie da się zaprzeczyć, że James Cameron doskonale wie jak grać na emocjach, w najnowszym Avatarze dał nam naprawdę wzruszające sceny. Film może pozostawić niektórych ze łzami w oczach. Postacie są wielopłaszczyznowe i zmagają się z trudnymi decyzjami, których konsekwencje będą za nimi podążać niczym mroczny cień.

Kadr z filmu „Avatar: Ogień i popiół”

Piękno Pandory

Jest jedna rzecz, w której żaden Avatar nigdy mnie nie zawiódł – jest on po prostu przepiękny. Pandora wygląda lepiej niż kiedykolwiek; można zatrzymać film w dowolnym momencie i podziwiać cudownie wykreowany świat. Krajobrazy, fauna i postacie wyglądają tak realistycznie, aż aż trudno uwierzyć, iż nie można ich dotknąć. Twarze Na’vi są ekspresywne i pełne charakteru, zwierzęta poruszają się jak prawdziwe, a rośliny są dynamiczne i niemal żywe.

Pomimo że wszystko, co widzimy na ekranie jest dziełem efektów specjalnych, całość sprawia wrażenie autentycznej. Miałem okazję podziwiać film w 3D i wyraźnie widziałem, że film stworzony został z myślą o tej technologii. Efekt trójwymiarowości zwala z krzeseł, ma się wrażenie bycia w środku akcji.

Efekt déjà vu

Oglądając nowego Avatara, miałem chwilami wrażenie, jakbym widział ten sam film po raz drugi. Momentami jest on boleśnie podobny do poprzedniej części, szczególnie w trzecim akcie, w którym ponownie dochodzi do ogromnej bitwy pomiędzy Na’vi a ludzkimi najeźdźcami. Wszystko znowu na tle wodnego krajobrazu. Jest to prawdopodobnie konsekwencja tego, że scenariusze filmów były pisane w tym samym czasie. Oczywiście przy uważniejszej analizie Ogień i popiół okazuje się zupełnie innym filmem, który pcha opowieść do przodu, jednak nie da się ukryć, że w kinie niejednokrotnie miałem uczucie, jakbym ten film już widział.

Kadr z filmu „Avatar: Ogień i popiół”

Podsumowanie

W moim odczuciu Avatar: Ogień i popiół to film, na który zdecydowanie warto wybrać się do kina, nawet jeśli zrobimy to jedynie dla wizualnego spektaklu. Fabularnie jest lepszy od poprzedniej części, może dlatego, że film nie musi poświęcać tyle czasu na ponownie wprowadzanie widza w świat Pandory. Od razu przechodzimy do kontynuacji opowieści, która ma satysfakcjonujące zakończenie i w większej części jest bardzo dobrze zagrana przez aktorów. James Cameron potwierdził również, że jeśli części czwarta i piąta powstaną, będą stanowiły nowy akt po przeskoku czasowym.

Wydaje mi się jednak, że najważniejsze pytanie nie dotyczy tego, czy film jest dobry. Na tym etapie każdy wie, czego się spodziewać po Avatarze: pięknych widoków, powalających efektów specjalnych, wielkich bitew i emocji rodem z hiszpańskiej telenoweli. Kluczowe jest raczej to, czy Avatar wciąż kogoś jeszcze interesuje i czy James Cameron dopnie swego, kończąc serię na planowanych pięciu częściach. Odpowiedź przyniesie czas, choć osobiście uważam, że seria nadal ma się dobrze, a liczba filmów na TikToku i Youtubie poświęconych temu uniwersum tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Zobacz też: 31. Toruński Festiwal Książki – relacja z wydarzenia