Woodstock andrus

8 sierpnia 2013 | Aleksandra Pospieszyńska

0

Artur Andrus: „Mam rock’n’rollową duszę”

Przede wszystkim dziennikarz radiowy, poeta, felietonista, konferansjer i kabareciarz. Chociaż twierdzi, że nie jest piosenkarzem i w tej dziedzinie osiągnął niemały sukces. Do grona tegorocznych debiutantów na Woodstocku oprócz Piotra Metza i Prof. Lwa-Starowicza dołączył Artur Andrus.

Zapytany o wrażenia odpowiedział: -No piorunujące wrażenia! (…) Człowiek nie wyobraża sobie, że tylu ludzi może być w jednym miejscu i to jeszcze ludzi, którzy mają jakieś takie optymistyczne, pozytywne podejście do wszystkiego co się wokół dzieje.

Na spotkaniu w Akademii Sztuk Przepięknych Artur Andrus zapowiedział, że chce poznać każdego woodstockowicza osobiście. Czy oznacza to, że po koncercie zobaczymy go na woodstockowym polu? -Oczywiście, że tak. Ja też tutaj w takim celu przyjechałem. Zadeklarował również, że podczas koncertu postara się udowodnić, że ma rockandrollową duszę.

Dobry koncert rozpoczyna się od największego przeboju. Tak przynajmniej robią Phil Collins i Eroz Ramazzotti. W ASP padła deklaracja, że wieczorny koncert rozpocznie się utworem „Piłem w Spale, spałem w Pile” z albumu „Myśliwiecka”. Czy pojawią się nowsze kompozycje np. „Matka Piłkarza” czy „Cyniczne córy Zurychu”? -Chcemy zobaczyć jaki będzie klimat, jakie oczekiwania i do tego się dostosować. [pojawiły się obie te piosenki, przyp. AP].

Występ artysty, którego stylistyka delikatnie odbiega od tej, z której znany jest Festiwal Woodstock rodzi wątpliwości czy publiczność „chwyci”. Jak sobie radzić w sytuacji, gdy ziści się najgorszy możliwy scenariusz? -Nie udawać przed publicznością, że nic się nie dzieje, bo publiczność wszystko widzi.

Zapytałam jeszcze o współpracę z Andrzejem Poniedzielskim i fakt, że co najmniej dwa wspólne projekty realizują panowie w ciemnych piwnicach? -My obaj podejrzewam bardziej pasujemy do ciemnej piwnicy niż do jasnego stadionu. Także to, wiadomo, że to jest dla nas naturalniejsze miejsce.

Już jutro będzie miał swoją premierę film animowany „Sklep dla samobójców”. Reżyserem polskiego dźwięku w tej produkcji jest Bartek Kędzierski (znany m. in. z „Włatców móch”). Udało mu się zgromadzić plejadę polskiego kabaretu. -Pomysł jest zaskakujący! (…) Taki temat jak śmierć, nie przez wszystkich jest lubiany. (…) Nie każdy za czarnych humorem przepada, ja lubię takie poczucie humoru.

Na deser pozdrowienia:

Zdjęcie: Aleksandra Pospieszyńska

Tagi:




Back to Top ↑