Sfera On The Road

30 listopada 2020 | Radio Sfera

0

Erasmus w czasach zarazy – Sfera on The Road #2 – Paryż

Na wyjazd do Paryża zdecydowałam się jeszcze w styczniu. Przez kolejne miesiące obserwowałam statystyki zachorowań, aż w końcu byłam przekonana, że nigdzie nie pojadę. Wygląda jednak na to, że w trakcie pandemii rzeczywiście niczego nie można być pewnym.

Przyjechałam na ostatnią chwilę – dzień przed rozpoczęciem zajęć, dwa tygodnie przed końcem lata i miesiąc przed zaostrzeniem restrykcji. Udało mi się jeszcze załapać na jeden z ostatnich rave’ów przed pogorszeniem się sytuacji w Paryżu, ale szybko sama zaczęłam rezygnować z przebywania w tłumach i poprzestałam na wychodzeniu do lasów i parków.

Oczywiście nie obeszło się bez wirusa także i u nas, czyli w Stacji Polskiej Akademii Nauk. Z tej okazji niektórzy musieli zmienić pokoje, żeby nie współdzielić łazienek – ja miałam szczęście być przeniesiona z oficyny do budynku głównego. Czy spektakularne okno było warte utraty węchu? Zapytajcie mnie za kolejne dwa miesiące, kiedy być może będę już wiedziała, czy straciłam go na stałe.

 

W przypływie nudy postanowiłam kupić hula hop i nauczyć się kilku tricków. Poza tym trochę haftowałam. Zdecydowałam się też na zakup wrotek – miałam tę piękną wizję, że będę na nich jeździć codziennie na uczelnię. Otóż nie. Nawet gdybym nauczyła się jeździć na tyle dobrze, żeby byle zbłąkany kasztan czy niewielka pochyłość terenu nie stanowiły zagrożenia dla mojego życia (a, co tu dużo mówić, nadal stanowią), to, tak czy inaczej, na początku listopada przeszliśmy na naukę zdalną.

 

Na miesiąc mój świat praktycznie zamknął się w okręgu o promieniu 1 km. Pamiętam, jak przed wyjazdem narzekałam, że jak mam siedzieć w pokoju, to co za różnica, czy będę miała z niego widok na Wieżę Eiffela, mogę równie dobrze siedzieć w Polsce. I tutaj się myliłam. Po pierwsze – i tak nie mam widoku na Wieżę. Piękna ironia losu, bo znajomi piętro wyżej i jeden pokój na lewo już ją widzą. Po drugie – nawet w izolacji mieszka się tu zupełnie inaczej.

 

Największą zaletą mieszkania w 16. dzielnicy w czasie confinement („le lockdown”) jest to, że zasięg legalnych spacerów rozciągał się dla mnie praktycznie od Wieży Eiffela do Łuku Triumfalnego. Oznacza to w praktyce tyle, że mogłam jeździć na wrotkach po marmurowych tarasach Trocadéro i nie martwić się o to, że wjadę w stoisko sprzedawcy pamiątek albo bogu ducha winnych randkowiczów. Rok 2020 był prawdopodobnie jedyną w swoim rodzaju szansą na to, żeby zobaczyć, jak wygląda Paryż bez turystów.

 

Chciałabym szybko zwrócić uwagę na to, że we Francji nawet dziury w chodniku są jakieś bardziej eleganckie. Marian, tu jest jakby luksusowo!

 

Wyjścia do muzeów przekładałam cały czas na później, aż w końcu zrobiło się zbyt późno. Wygląda na to, że nie będzie mi dane zajrzeć do Luwru czy Orsay podczas tego wyjazdu. Namiastką obcowania ze „światową kulturą” są prace paryskiego Invadera, które pojawiły się na ulicach Paryża jeszcze w latach 90. Ciężko przyrównywać street art do Mona Lisy czy malarstwa impresjonistów, ale zdecydowanie nie narzekam.

 

Nie wiem, jakie są powszechne wyobrażenia na temat średniej liczby croissantów zjadanych we Francji, ale jestem prawie pewna, że wyrabiam przynajmniej 100% normy. Obawiam się, że po powrocie do Polski będę zmuszona przejść piekarniczy odwyk, ale póki co bagieta to moja dieta i niczego nie żałuję.

 

Jednym z najlepiej kojarzących mi się punktów na mapie Paryża zapewne na długo pozostanie Park Monceau. To pierwsze miejsce, które odwiedziłam po rozluźnieniu restrykcji 28 listopada. Zdecydowanie polecam go wszystkim miłośnikom romantycznych, angielskich ogrodów. 11/10.

Podsumowanie moich innych odkryć z czasu pandemii:

Netflix – najlepsze: The Queen’s Gambit, RuPaul’s Drag Race; najgorsze: Emily in Paris (tak złe, że aż polecam)

YouTube – najlepsze: Jammidodger i Shaaba; najgorsze: wolę się nie dzielić, żeby oszczędzić Wam tego przykrego doświadczenia

Jedzenie – najlepsze: owoc kaki, poke bowl, croissant z nadzieniem orzechowym; najgorsze: zagraniczne sałatki warzywne (kto w ogóle dodaje tyle octu do jedzenia? Nie kupujcie ich nigdy, to pułapka!), ser pleśniowy kiedy straciło się węch

Książki: Etyka postmodernistyczna Baumana – kto mnie zna, ten wie, że czytam za wolno na to, żeby mieć czas na znalezienie jeszcze jakiejś najgorszej

Sport: slackline, wrotki, hula hop

Inne: skomponowałam własny bukiet! Wierzcie lub nie, ale znalazłam nad Sekwaną około 10 porzuconych bukietów, które przycięłam i ułożyłam w jedną kompozycję w misce sałatkowej pożyczonej z kuchni.

Playlista z utworami, których najwięcej słuchałam w Paryżu.

[autorka tekstu: Agata Drozd]

[grafika: Olek Dudiak]

Tagi: , ,




Back to Top ↑