Muzyka

14 lipca 2017 | Rafał Wiśniewski

0

Vince Staples – Big Fish Theory

Po dwóch latach od wydania debiutanckiej płyty Summertime ’06 dostaliśmy kolejny album od rapera z Long Beach. Jak sam w jednym z utworów starał się przekazać Vince Staples, po co artysta ma robić cały czas to samo nie wnosząc niczego nowego? I właśnie dostaliśmy coś co wnosi do rapu powiew świeżości.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem Summertime ’06 byłem pod wielkim wrażeniem umiejętności Vince’a Staplesa – teksty napisane z głową, a do tego współpraca ze świetnymi producentami, takimi jak Clams Casino i No I.D., dlatego na Big Fish Theory czekałem z niecerpliwością. Przed premierą albumu dostaliśmy trzy single („BagBak”, „BigFish” i „Rain Comes Down”) które już zapowiadały, że album zyska więcej elementów z muzyki elektronicznej. Wstałem w sobotę 24 czerwca z myślą, że pierwszym co zrobię, będzie odsłuchanie krążka.

Tak jak myślałem, na płycie można usłyszeć dużo wpływów elektroniki z elementami muzyki klubowej. Myślę że takie utwory jak „Crabs in the bucket”, „Love Can Be…”, „BagBak” czy „Party People” spokojnie poradziłyby sobie na parkietach wielu klubów. W tym objawia się świeżość, o której wspominałem. Zazwyczaj kiedy otrzymujemy efekt współpracy klubowego artysty z raperem, to umiejętności tego drugiego schodzą na dalszy plan, a bardziej widoczna jest warstwa muzyczna. Na Big Fish Theory od początku mamy wrażenie, że tutaj to Vince jest królem, a producenci pomagają mu w przekazaniu tego, co ma do powiedzenia. Właśnie dzięki takiemu brzmieniu mam wrażenie, że płyta jest przystępna dla szerszego grona słuchaczy niż Summertime ’06.



Innym raperom nie zawsze się to udaje, ale teksty Vince’a są przemyślane i mają sens. Pokazuje w nich sytuację czarnoskórych w USA, porusza kwestię zmian w swoim życiu odkąd odniósł sukces w branży muzycznej, opisuje też życie w dzielnicy, w której silnie działają gangi. To wszystko dostarcza nam w sposób autentyczny –  słuchając jego utworów, czułem się bardziej jakbym rozmawiał z kimś kogo znam osobiście, niż z raperem, który siedzi ze złotym łańcuchem na szyi w swoim nowym Lamborghini wziętym na kredyt.

Goście zaproszeni do współpracy przy tworzeniu Big Fish Theory to obecnie światowa czołówka – Damon Albarn, Kendrick Lamar, Juicy J, Ty Dolla Sign, to tylko nieliczni. Największe wrażenie zrobił na mnie występ Kendricka Lamara, który w utworze „Yeah Right” mówił o różnicach jakie występują w slangu pomiędzy wschodnim, a zachodnim wybrzeżem, co raczej rzadko się spotyka, a przy tym często zmienia swoje flow urozmaicając swoją zwrotkę.

Rola gości na płycie ogranicza się co prawda do wspomagania Vince’a przez kilka, co najwyżej kilkanaście, sekund swoim wokalem, co może pozostawiać pewien niedosyt. Dzięki temu możemy jednak bardziej skupić się na roli rapera.



Big Fish Theory to moim zdaniem obowiązkowa pozycja dla fanów rapu. Przez całe trzydzieści sześć minut nie czułem, że ma ona jakieś słabe momenty. Słuchałem jej od początku do końca, kiwając głową w rytm muzyki i próbując zapamiętać wersy rymowane przez Vince’a.

[fot. genius.com]

Tagi: , ,




Back to Top ↑