Muzyka

11 grudnia 2015 | Piotr Grabski

0

Sztokholm – Dźwięk. Miłość. Pulsujące Światło. (2015)

Kiedy rok temu jeden z moich kolegów zaprezentował mi utwory swojego zespołu, wiedziałem, że warto zwrócić na nich uwagę. Dziś wiem, że się nie myliłem. Ci, którzy obserwowali Koncertową Falę, zapewne pamiętają występ zespołu Sztokholm. Czwórka chłopaków, która wyszła na scenę i zrobiła show, jakiego nikt się nie spodziewał. Do dziś pamiętam słowa Bartosza Chodorowskiego skierowane w moją stronę: „Stary, łatw kamerę. Trzeba to nagrać. Co tutaj się dzieje…”. A co dzieje się na ich najnowszym wydawnictwie „Dźwięk. Miłość. Pulsujące Światło”?

Na wstępie dostajemy „Niepewnie #2”. To najnowsza wersja najstarszego ich utworu. Od początku muzycy eksperymentowali z tym, co było widoczne chociażby na koncertach. W nowej odsłonie zespół postawił na brzmienie: wyrzucili wokale. Dla wielu może być to niezrozumiały ruch, aczkolwiek trzeba przyznać, że nowsza wersja „Niepewnie” broni się zdecydowanie bardziej. Zamiast prowizorycznych zwrotek otrzymujemy tutaj dopieszczony refren, który, chcąc nie chcąc, wbija się w słuchacza już od pierwszego odsłuchu. Całościowo utwór jest bez zarzutu, choć liczę na to, że w przyszłości usłyszymy jeszcze pierwszą wersję.

Drugi utwór to premierowa kompozycja. „Szkło” kryje za sobą wiele elementów. Przede wszystkim sample – od muzyki po odgłosy ludzi. To najbardziej agresywny utwór na tej EP-ce, co cieszy, gdyż pokazuje, że zespół obraca się nie tylko w spokojnych klimatach. Czuję, że może być to czarny koń DJ setów.

Kolejny utwór pozwala na chwilę oddechu. „Skit”, wbrew pozorom, nie jest skitem, lecz pełnoprawną kompozycją. Zespół często wymienia niemiecką muzykę minimal techno jako inspiracje i tutaj brzmi to chyba najbardziej. Jest tanecznie, ale jest przede wszystkim różnorodnie. Cieszy ilość motywów, która jest tutaj użyta – od wstępu do zakończenia utwór nabiera coraz więcej warstw, aby na koniec zwolnić tempo i zakończyć niczym set na dobrej imprezie. Wyrzuciłbym może rozmowę telefoniczną, ale hm… może to ten skit? Dostępna jest również wersja singlowa tego utworu, przeznaczona do radia, którą możecie usłyszeć poniżej.

Na sam koniec dostajemy najdłuższą kompozycję. „Miejsca” w pierwszej chwili skojarzyły mi się z „Breaking a Ghost’s Heart” grupy Kamp!. Dziewięciominutowy utwór kontynuujący zamknięcie imprezy towarzyszące nam od końcówki „Skitu”. Chwytliwy tekst łączy się z pulsującym beatem, który jednocześnie jest chyba najszybszą melodią na tej EP-ce. Świetne zakończenie, które w sumie mogłoby jeszcze trochę potrwać.

„Dźwięk. Miłość. Pulsujące Światło.” zespołu Sztokholm to bardzo dobre wydawnictwo, które pokazuje, że zespół lubi poszukiwać. Porównując ich poprzednie nagrania do obecnych, zauważyłem zdecydowany progres zarówno w warstwie wokalnej, jak i muzycznej. To płyta, która potwierdza, że warto zwrócić uwagę na tych chłopaków, gdyż mogą jeszcze wiele namieszać. Nieistotne, czy ktoś jest fanem muzyki rockowej czy woli elektronikę – tego albumu trzeba przesłuchać, gdyż niesamowicie wpasowuje się we współczesne trendy muzyki alternatywnej. Choć i popowym eurydytom to wydawnictwo również powinno się spodobać.



Tagi: ,




Back to Top ↑