Film/Audio-video/Popkultura 12299509_1068597126533911_1791693178_o

23 listopada 2015 | Martyna Janas

0

OFF CINEMA 2015 – łzy wzruszenia i salwy śmiechu na tle prawdziwych historii

Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych OFF CINEMA wystartował w Poznaniu już po raz dziewiętnasty. W dniach 18-22.11.2015 odbyło się jedenaście pokazów konkursowych przeplatanych spotkaniami z ludźmi kina, ciekawymi prelekcjami i warsztatami, a nawet wystawami czy koncertami.

Byłam w Centrum Kultury ZAMEK podczas wszystkich dni festiwalowych, jednak pragnę przybliżyć Wam jedynie kilka wybranych produkcji, które są według mnie najbardziej godne uwagi. O niektórych nie można napisać zbyt dużo, by nie pozbawić widza przyjemności płynącej z seansu. Inne znowu można streścić od początku do końca, a i tak zaskoczą odbiorcę chociażby formą.

Wśród przedstawionych filmów znajdują się oczywiście te, do których powędrowały główne nagrody festiwalu. Na razie pozostaną jednak niewskazane…

Tymczasem posłuchacie, co o OFF CINEMA mówi Dyrektor Festiwalu Mikołaj Jazdon. Czy powstał on przede wszystkim z myślą o widzach, którym trudniej dotrzeć do filmów dokumentalnych niż fabularnych czy też jest jednak okazją do promocji dla młodych twórców?

 

GALA OTWARCIA

Uroczyste otwarcie 19. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych OFF CINEMA zostało uświetnione projekcją filmu „Człowiek z kamerą” (reż. Dżiga Wiertow) z 1929 roku. Pokazowi towarzyszyła muzyka na żywo – utwór skomponowany specjalnie na tę okazję zaprezentował zespół w składzie: Anna Zielińska, Wojtek Jachna, Jacek Buhl, Rafał Iwański. Posłuchajcie fragmentu występu oraz przedstawienia przez Dyrektora Festiwalu członków jury.

 

FILMY WALCZĄCE O ZŁOTY ZAMEK

(w kolejności jak w programie festiwalu)

  1. Where you belong – Tam, gdzie Twoje miejsce (2015), reż. Andrei Kutsila; Polska, Białoruś

moja ocena: 8/10

Odwiedzamy dom kultury w niewielkiej białoruskiej miejscowości. Wyciszone, opustoszałe miejsce, które ma jednak ciągle gorące serce. Są jeszcze ludzie, którzy sprawiają, że wciąż bije.

Czarno-biały kadr, długie ujęcie i – najważniejsze – muzyka. To właśnie jeden z tych filmów, o którym się nie opowiada, a jedynie poleca go obejrzeć. Jeżeli nie chcecie polegać jedynie na mojej rekomendacji, posłuchajcie jeszcze widzów.

  1. Talk to me – Mów do mnie (2015), reż. Marta Prus; Polska

moja ocena: 8/10

Poznajemy 21-letniego Krzyśka uzależnionego od marihuany. Teraz przebywa w ośrodku, poddaje się terapii i zdaje się być zadowolony z tego, że młoda reżyserka postanowiła uczynić go bohaterem swojej kolejnej produkcji.

Film okazał się być bardzo kontrowersyjny. To o nim najwięcej rozmawiałam zarówno z młodymi wolontariuszami i publicznością, jak i filmoznawcami zasiadającymi w jury. Rozpętał wśród nas prawdziwą burzę. Obraz budzi wiele emocji, ale też po seansie niejedna osoba miała poczucie, że została oszukana. Czy reżyserka nie zabawiła się kosztem drugiej osoby?

To dokument, który bardzo upodabnia się do obrazu fabularnego. Co ważne, podobno nikt nie napisał do niego scenariusza. Nikt nie przewidział, że właśnie tak się wszystko potoczy. Reżyserka zapewnia, że zaistniała sytuacja była dla niej zaskoczeniem i naprawdę nie wiedziała jak sobie z nią poradzić. Na naszych oczach założenia twórców upadają. Marta Prus zamierzała nakręcić film o zmaganiach młodego chłopaka z uzależnieniem od marihuany, tymczasem prezentuje na festiwalach obraz traktujący o czymś zupełnie innym.

Po seansie byłam poruszona. Film często bardzo mnie bawił, momentami wzruszał. Moja wysoka ocena wynika z tego, że nawet jeśli ktoś zachował się tu nie fair – to udało mu się mnie na to złapać. Dopiero później zaczęłam analizować materiał i poddawać w wątpliwość, czy dokument naprawdę ma prawo przyjąć taką formę. Jestem bardzo ciekawa jego dalszych losów i oceny szerszej publiczności.

Jak formę filmu tłumaczy sama reżyserka?

  1. Crossroads – Na rozdrożu (2014), reż. Anastasiya Miroshnichenko; Białoruś, Szwecja

moja ocena: 8/10

Wybitny malarz. Symbolista. Jego obrazy… zapierają dech! Można je oglądać na wystawach całego świata.

Walerij Liaszkiewicz mieszka na ulicy. Mimo wykształcenia, zamiłowania do sztuki, pięknej duszy i ogromnej otwartości na świat, życzliwości, wielkiego bezinteresownego serca dla każdego napotkanego człowieka – nie ma domu. I – nad czym najbardziej ubolewa – pracowni.

Na tle brzydkich, szarych i zaśmieconych ulic Białorusi i Rosji, zostają nam przedstawione liczne prawdy życiowe, sentencje, które wydają się być strzałem w dziesiątkę, dywagacje na temat sensu życia, sztuki… Inteligentnemu i oczytanemu malarzowi naprawdę daleko do „menela”, „żula” – jak sam nazywa tych, którzy śmiecą tam, gdzie on rozkłada swoje farby i tworzy.

Widz wiele dowiaduje się o życiu Liaszkiewicza, jednak odpowiedzialny za zdjęcia Varfalamei Kuraga wyjaśnia, że zarejestrowanie tych szczerych wyznań wcale nie było takie łatwe. Twórcy musieli posłużyć się podstępem, używając ukrytego mikrofonu.

Varfalamei Kuraga: Głównym celem tego projektu była po prostu pomoc temu mężczyźnie. To było jak przedsięwzięcie charytatywne. Zaaranżowaliśmy kilka wystaw jego prac. Włożyliśmy dużo pracy w próbę pomocy mu za pośrednictwem serwisów społecznościowych, żeby sprzedać oryginały i kopie jego prac. Otworzyliśmy dla niego kilka kont bankowych. Jeśli ktoś chciałby przesłać mu trochę pieniędzy, jest ku temu sposobność.

Czy widzowie wyjdą twórcom naprzeciw?

  1. Grandmother Ruth and her daughters – Babka Ruth i jej córki (2014), reż. Johanna Schartau; Szwecja

moja ocena: 9/10

Autorka obrazu opowiada nam, że nigdy nie poznała swojej babki i jej dwóch córek. Ojciec powiedział, że jego siostry i matka zmarły na zapalenie płuc. Czy to prawda?

O filmie “Sugar Man” (recenzja audio tutaj) mówiłam, że nie jest to dokument, a świetny thriller. Przy filmach biograficznych najczęściej znamy już całą historię danego bohatera i zakończenie nie jest dla nas zaskoczeniem. Tymczasem produkcję o Sixto Rodriguezie oglądałam z zapartym tchem. Nie miałam pojęcia, jak potoczyły się losy piosenkarza. Analogicznie tutaj – w produkcji z tego samego kraju – czekamy, czekamy, czekamy… Niecierpliwie wypatrujemy rozwiązania.

To historia świetnie opowiedziana jedynie głosami i zdjęciami. Nie staje przecież przed nami w pełnej krasie żaden z bohaterów, a jednak dzięki licznym fotografiom z rodzinnego archiwum i odczytywanym listom, pamiętnikom – czujemy, że poznajemy bohaterów tej nietypowej historii i dajemy im wszelkie prawa postaci fabularnej.

Podobne odczucia towarzyszyły widzom, z którymi rozmawiałam po seansie.

Niezwykłe jest to, że reżyserka nie musiała szukać fascynującej historii. Opowiada nam o własnej rodzinie.

Johanna Schartau: To mój drugi film, który opowiada o części mojej rodziny. Moja babka zdawała się pozostawać jakby w silnej symbiozie ze swoimi córkami. Żyły razem, podczas gdy mój dziadek poświęcał większość czasu pracy. Babcia miała obsesję na punkcie swoich córek.

  1. Jurek (2014), reż. Paweł Wysoczański; Polska

moja ocena: 9/10

Jurek. Jerzy Kukuczka. Wybitny taternik, alpinista i himalaista. Wszyscy znamy jego historię. I tu z kolei mamy do czynienia z tego rodzaju dokumentem, który nie ma zaskakiwać nas faktami, ale środkami wyrazu, sposobem narracji. Chociaż, chociaż – uważam, że i tu „Jurek” posiada kilka asów w rękawie. Archiwalne nagrania uświadamiają widzowi sprawy, o których być może zapomniał. W komiczny sposób pokazują np. przemyt towarów popularny wśród członków ekspedycji górskich.

Podczas seansu niejednokrotnie sala wybuchała śmiechem. Chichotała publiczność, w głos śmiali się jurorzy. PRL, 300% normy, kult pracy, Gierek. Za chwilę jednak dochodzi do zmiany nastroju, wraca niepokój, na horyzoncie pojawia się seria zagrożeń. Śmierć. Okrutna śmierć w górach i wieczny grób skuty lodem.

Film nie ocenia. Stawia wiele pytań, ale pozostawia je bez odpowiedzi. Niektórzy widzowie szybko jej sobie udzielili. Czy zgadzacie się z licealistkami, które w ten sposób mówią o pasji, egoizmie i odpowiedzialności?

  1. Casa blanca (2015), reż. Aleksandra Maciaszek; Polska, Meksyk

moja ocena: 7/10

Zatoka Hawańska, niewielka miejscowość rybacka. Wiekowa Nelsa, kobieta niedołężna, częściowo sparaliżowana i jej dobijający czterdziestki syn z zespołem Downa – Vladimir. Ich codzienność. Poranki, wieczory… Rozczulające sceny, w których Vladimir przytula się do Nelsy jak małe dziecko – obok tych, gdzie mężczyzna wraca do domu pijany i nazywa schorowaną matkę wariatką.

Przepiękny krajobraz. Twórcy jakby dają nam odetchnąć, odciągają od codziennych problemów bohaterów – udostępniają długie ujęcia z widokiem na malowniczą Kubę. Za chwilę znajdujemy się w starym i niewygodnym mieszkaniu Nelsy i Vladimira. Mimo wszystkich niedogodności, panuje tam radość. Przyszła rodzina, rozmawiają, śmieją się. Planują remont, ciotka wyręcza Nelsę w ugotowaniu obiadu, instruują Vladimira co do opieki nad matką, dywagują nad przyszłością obojga.

Czym film urzekł publiczność?

  1. Starting point – Punkt wyjścia (2014), reż. Michał Szcześniak; Polska

moja ocena: 8/10

Aneta rozpoczyna prace społeczne. Będzie regularnie odwiedzała dom spokojnej starości. Zaraz… Kraty, apel? Ach tak, więzienie. Dziewczyna opuszcza mury zakładu karnego tylko czasami; kiedy ma spotkać się z panią Heleną. Pomoże jej się ubrać, zabierze ją na długi spacer. Opowie jej swoją historię i wysłucha cennych uwag starszej kobiety.

Aneta zabiła. Kogo? Scena za sceną dopasowujemy kolejne elementy układanki. Kiedy znamy już całą przeszłość – na naszych oczach waży się przyszłość dziewczyny. Niespełna półgodzinny dokument gwarantuje kompletny wachlarz emocji. Pełna goryczy opowieść Anety przeciwstawiona optymizmowi i rzeczowości pani Heleny – choć dotkliwie pokrzywdzonej przez los, wciąż pełnej radości życia. To jeden z obrazów, które podobały mi się najbardziej i z przyjemnością obejrzałam go po raz drugi.

Reżyser Michał Szcześniak wyjaśnia, dlaczego bohaterką jego filmu została właśnie Aneta Cieślik:

Jeśli jesteście już po seansie – posłuchajcie, jak dalej potoczyły się losy Anety.

Jak na dokument zareagowali widzowie:

  1. Snails – Ślimaki (2015), reż. Grzegorz Szczepaniak; Polska

moja ocena: 7/10

Przyznam, że przez kilka pierwszych minut byłam zażenowana. Kiedy jednak odrzuciłam duszną atmosferę towarzyszącą ambitnemu kinu, traktującemu o poważnych problemach społecznych, do której przyzwyczajały nas kolejne pokazy konkursowe – zaczęłam się naprawdę bardzo dobrze bawić.

Dwaj przyjaciele, Andrzej i Konrad. Marzy im się dostatnie życie. Na czym by tu zbić fortunę? Ślimaki! Obraz jest niczym innym jak dokumentacją rozwoju hodowli ślimaków prowadzonej przez chłopaków. Nie do końca wiedzą, co robią; są zmuszeni uczyć się na własnych błędach.

Film ma ciekawą formę. Podzielony jest na rozdziały, każdy zatytułowany, czasem opatrzony dodatkowym komentarzem. Zamyka się genialnym epilogiem. Prawie każdy element jest nastawiony na wywołanie u widza uśmiechu. Sprzyja temu wesoła muzyka, a przede wszystkim – dialogi Andrzeja i Konrada! Salwy śmiechu przetaczały się przez salę. Produkcja równie dobrze mogłaby być nie dokumentem, a rozmyślnie napisaną satyrą.

  1. ll gesto delle mani (2015), reż. Francesco Clerici; Włochy

moja ocena: 7/10

Proces tworzenia rzeźby w brązie starożytną techniką. Tak, jakby świat się zatrzymał. Korzystanie z rozwiązań poznanych w epoce brązu. Odlewnia Fonderia Artistica Battaglia działa w Mediolanie od 1913 roku. Tyle. Widz obserwuje proces powstawania rzeźby. Nic więcej. A śledziłam poczynania pracowników tego magicznego miejsca z otwartymi ze zdumienia ustami.

Jeśli tylko będziecie mieli kiedyś okazję – widząc postawnego mężczyznę manipulującego przy różowawym psie – nie chwytajcie za pilota. Przekonajcie się, do czego prowadzą wszystkie niezrozumiałe kroki rzemieślnika. Czy może artysty?

  1. The exam – Egzamin dojrzałości (2015), reż. Filip Gieldon; Polska

moja ocena: 8/10

Reżyser dowiedział się przypadkiem, że dwie spośród jego znajomych przygotowują się właśnie do matury. To jest pomysł! Odszukał jeszcze trzecią dziewczynę, zupełnie różną od tamtych i w ten oto sposób zestawił ze sobą trzy totalnie różne osobowości, różne historie, problemy i cele. Mimo poruszania ciężkich tematów, film pozostaje ciepły, momentami zabawny. Wychowujący się w Szwecji reżyser wyjaśnia wielopłaszczyznowy sens tytułu filmu i przedstawia sylwetki swoich bohaterek:

 

SPOTKANIA Z LUDŹMI KINA

Jurorzy nie ograniczyli swojej festiwalowej aktywności jedynie do oglądania i oceniania filmów. Przygotowali również własne wystąpienia, podczas których prezentowali swoją twórczość, dzielili się z publicznością wieloletnim doświadczeniem i wyczerpująco odpowiadali na liczne pytania.

Hyerim Pak poprowadziła spotkanie poświęcone koreańskim filmom dokumentalnym. Okazało się, że w Korei Południowej to bardzo młody gatunek, co jednak nie przeszkadza mu cieszyć się dużą popularnością. Generalnie stosunek popytu na rodzime kino do zainteresowania zagranicznymi superprodukcjami odbiega od tego, który obserwujemy w Polsce. Koreańskie filmy biją w tamtejszych kinach imponujące rekordy.

Czym przede wszystkim charakteryzuje się dokument koreański?

Maciej Drygas zaprezentował i omówił swój film „Abu Haraz”, ukazujący ostatnie chwile tytułowej wsi. Ta niewielka miejscowość znajdowała się na pustyni Sudanu Północnego, a w wyniku wybudowania tamy na Nilu znalazła się 35 metrów pod powierzchnią wody. Film jest nie tylko niesamowitą kartą z pamiętnika świata, zachowującą na zawsze obraz tego, co istnieje już tylko w pamięci ludzkiej – ale też opowieścią o ludziach, ich pracy, zwyczajach, problemach, przywiązaniu.

Reżyser bardzo zżył się z bohaterami swojego filmu. Mijają lata, a Drygas wciąż utrzymuje z nimi kontakt, odwiedza. Mówi, że czas tam płynie zupełnie inaczej.

Z życia wzięte: o celebracji jedzenia, a właściwie jej braku. Prawdziwie i z humorem:

Tadeusz Sobolewski przytoczył kilka spośród swoich tekstów, traktujących o kinematografii. Z sali padło pytanie, czy zdaje sobie sprawę z tego, że dla obecnych studentów filmoznawstwa jest prawdziwą ikoną krytyki filmowej; czy czuje ciążącą na nim odpowiedzialność. Zaskoczony Sobolewski przyznał, że nie myśli o tym w ten sposób i wolny od wpływów z zewnątrz – po prostu robi swoje.

Jaka jest rola odbiorcy – człowieka, który chłonie; kocha kino, ale sam właściwie nie tworzy – w świecie kinematografii?

 

ZWYCIĘSKIE PRODUKCJE

Jeżeli któryś z moich opisów zachęcił Was do seansu, skonfrontujcie go jeszcze z werdyktem jurorów. Okazuje się, że doceniono głównie rodzime produkcje.

Skład jury: Maciej Drygas (przewodniczący), Volha Dashuk, Hyerim Pak, Marcin Pieńkowski, Tadeusz Sobolewski.

  • I miejsce – ZŁOTY ZAMEK – Casa blanca (2015), reż. Aleksandra Maciuszek; Polska, Meksyk
  • II miejsce – SREBRNY ZAMEK – Starting point – Punkt wyjścia (2014), reż. Michał Szcześniak; Polska
  • III miejsce – BRĄZOWY ZAMEK – Where you belong – Tam, gdzie Twoje miejsce (2015), reż. Andrei Kutsila; Polska, Białoruś

wyróżnienia:

  • Kontrapunkt (2014), reż. Andrzej Papuziński; Polska
  • Dokument (2015), reż. Marcin Podolec; Polska
  • Talk to me – Mów do mnie (2015), reż. Marta Prus; Polska

Nagroda Dyrektora Festiwalu:

  • Grandmother Ruth and her daughters – Babka Ruth i jej córki (2014), reż. Johanna Schartau; Szwecja
  • Never a dull moment – Nie zaznałem nudy (2014), reż. Pim Zwier; Holandia

Nagroda Publiczności:

  • Jurek (2014), reż. Paweł Wysoczański; Polska

Na ile burzliwa była dyskusja jurorów, zdradza Hyerim Pak:

Przewodniczący Maciej Drygas o tym, czy każdy może zostać dokumentalistą:

Zatem – nic nie stoi na przeszkodzie, żebym w przyszłym roku zobaczyła na Zamkowym ekranie i któryś z Waszych filmów!




Back to Top ↑