Recenzje

23 marca 2015 | Aleksandra Pospieszyńska

0

Artur Andrus – Cyniczne córy Zurychu (2015)

„Cyniczne córy Zurychu” to płyta-impreza. Nie tylko dlatego, że przy prawie wszystkich utworach można potańczyć i pośpiewać. Artur Andrus zaprosił do współpracy całą plejadę gwiazd: Zbigniewa Wodeckiego, Włodzimierza Korcza, Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego, Wojciecha Karolaka, Joannę Kołaczkowską, Grupę MoCarta, Dorotę Miśkiewicz, Ewę Cichocką i… żony kolegów.

Album „Cyniczne córy Zurychu” to klasyczna składanka, a w zasadzie zbieranka (nie mylić ze zbieraniną!), bo utwory powstawały na przestrzeni kilku lat i teraz zostały zebrane i wydane. Korci, żeby górnolotnie napisać, że to płyta niejednorodna stylistycznie i zróżnicowana. Trudno, żeby było inaczej, skoro teksty powstawały w najrozmaitszych okolicznościach przyrody.

Płytę otwiera utwór „Nie zaczynaj” przekornie napisany i opublikowany jako zakończenie książki „Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze” wydanej w 2014 roku. Drugi na płycie jest promujący wydawnictwo singiel „Baba na psy”. Dixilandowa aranżacja poważnego tekstu o poważnej i skomplikowanej relacji kobiety i mężczyzny. Podane z typowym dla Andrusa przymrużeniem oka, a w zasadzie uniesieniem brwi.

Kolejna na płycie „Szalona Krewetka” powstała na potrzeby programu „Dzięki Bogu już weekend” w 2013 roku. Chyba każdy tak ma, że chciałby o sobie mówić, że „chórki, to dośpiewał mi Wodecki, a muzykę skomponował Korcz”. Artur Andrus tak może. Łączenie talentów wychodzi Andrusowi bardzo dobrze. Klasyczny przykład to cover Nat King Cole’a – „Mona Lisa – rodowód”. Przecudnej urody walc angielski, w którym nastrój buduje przepiękne solo na klarnecie wykonane przez Łukasza Poprawskiego. W następnej „Orzeł może” stały skład instrumentalistów Stec/Borowiecki/Poprawski/Żejmo wspomógł, grający na co dzień z Piotrem Bukartykiem, Krzysztof Kawałko. Powstał bluesowy kawałek do grania przy ognisku lub na pace ciężarówki. Do zestawu nowych stylów muzycznych reprezentowanych w twórczości Artura Andrusa dodać należy też szantę narciarską – „Nazywali go Marynarz”. Opowieść o górach i życiu pachnąca dorszem.

Trzy kolejne utwory, to ten moment na płycie, po którym nic już nie będzie takie samo. Wielką trójcę otwiera drugi na płycie cover – „Diridonda”, oryginalnie w wykonaniu chorwackiej grupy Novi Fosili. Tekst o podrywie w bezbłędnym wykonaniu Joanny Kołaczkowskiej (kabaret „Hrabi”), Ewy Cichockiej („Czerwony Tulipan”), Filipa Jaślara i Michała Sikorskiego („Grupa MoCarta”). Na uwagę zasługuje fragment klaskany w wykonaniu Grupy MoCarta. Tarkan polskiej sceny kabaretowej w utworze tytułowym „Cyniczne córy Zurychu” bez skrupułów łamie wszelkie zasady dotyczące wokalistyki. Turecko brzmiący zaśpiew na „aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa” w refrenie nie pozostawia wątpliwości co do południowo-wschodnich korzeni Andrusa.

Wielką trójcę, po której nic już nie będzie takie samo, zamyka „Biodro ułana”, czyli patriotyczno-historyczna opowieść o anatomii na zespół rewelersów. Przywraca wiarę w przedwojenne męskie chórki i ułanów. Na takie utwory nie da się jednak przygotować. Dobrze, że można dojść do siebie przy jazzowym „Zającu na Manhattanie”. Propozycję współpracy przy tym utworze przyjęli Wojciech Karolak, Czesław Bartkowski, Janusz Kozłowski i Janusz Strobel. Pozostający w klimacie jazzowym „Bambino Jazzu” to jeden z tych tekstów, który bardzo długo czekał na swoje 5 minut. Opublikowany na blogu w „Grajcież Mu” z grudnia 2007 roku doczekał się aranżacji i teledysku w 2012 roku. Unikalny duet z Dorotą Miśkiewicz okrasił swoją obecnością m. in. Jan „Ptaszyn” Wróblewski.

„Cyniczne córy Zurychu”, to płyta przede wszystkim dla fanów, ponieważ pozwala mieć pod ręką, to co w twórczości Andrusa najlepsze – emocje i nieprzewidywalność tekstów i występów na żywo.

Umiłowanie przez Andrusa muzyki chóralnej zaowocowało powstaniem kolejnej pieśni na zaimprowizowany, tym razem: Chór Mieszany „Słuchajcie Ja Już Muszę Jechać”. Utwór „Twarz Moniuszki” nawiązuje stylistyką do „Dam Ci ptaszka” z albumu „Myśliwiecka”. Co ciekawe chór jest mieszany i to do tego stopnia, że w głosach i żeńskich, i męskich wystąpił Michał Sikorski z Grupy MoCarta. Zainteresowanych efektem odsyłam do płyty. Po występie na Przystanku Woodstock zapobiegawczo na płycie znalazła się bardziej rockowa wersja utworu „Baba na psy – kynologiczny rock liryczny”, która zamyka cały album. Jest zdecydowanie łagodniejsza od „Glanek i pacyfek”, ale od czego są wykonania na żywo, podczas których można dołożyć na scenie do pieca.

Do tekstu każdej z piosenek jest dołączona historia jej powstania i inspiracje, którymi targany był autor w procesie tworzenia. Momentami jest tyle tekstu, że odnoszę nieodparte wrażenie, że Artur Andrus tęskni za pisaniem bloga.

„Cyniczne córy Zurychu”, to płyta przede wszystkim dla fanów, ponieważ pozwala mieć pod ręką, to co w twórczości Andrusa najlepsze – emocje i nieprzewidywalność tekstów i występów na żywo. W związku z tym, trochę, ale jednak żałuję, że na płycie nie znalazła się piosenka stadionowa „Matka piłkarza”, napisana na EURO 2012. Płyta w zamyśle autora ma jeden cel: wywołać uśmiech u odbiorcy. Potwierdzam – w 1 minucie 49 sekundzie pierwszej piosenki wywołała u mnie uśmiech. Czym? Posłuchajcie, a się przekonacie.



 

Zdjęcie: materiały promocyjne

Tagi:




Back to Top ↑