Recenzje

23 marca 2015 | Aleksandra Pospieszyńska

0

Mark Knopfler – Tracker (2015)

Przewidywalność, która nie rozczarowuje – ósmy solowy studyjny album Marka Knopflera ujrzał światło dzienne 16 marca. W trzy lata po bardzo dobrze przyjętym „Privateering” Knopfler daje nam „Trackera”.

Problem z artystami, których muzyka towarzyszy nam od wielu lat jest jeden – znany styl i pewna przewidywalność. Podobnie jest z albumem „Tracker”. Nie zaskakuje, ale też nie musi. Nie rozczarowuje, bo niby dlaczego miałby rozczarować album artysty z ustaloną na scenie rockowej pozycją i marką.

Cały album jest raczej melancholijny. Nieśpieszne melodyjne kompozycje utrzymane są w stylu, będącym mieszanką folku, bluesa, rocka i country. W wydaniu standardowym album zawiera 11 utworów (w wersji rozszerzonej 15). Album otwiera „Laughs and Jokes and Drinks and Smokes” – folkowo-bluesowe przyjemne bujanie okraszone wspomnieniami z młodości.

W kilku utworach Knopfler bawi się z odbiorcami. Tak jest ze „Skydiver” – czy to przypadkiem nie były riffy Beatlesów? Podobnie jest w bokserskim „Broken Bones”, „River Towns” rodem z delty Mississippi czy lekko reggae’ową opowieścią o niej i o nim „Long Cool Girl”.

Wracając do melancholii. Na płycie znajdują się dwa utwory poświęcone ważnym dla Knopflera ludziom. Pierwszy z nich to opowieść o modernistycznym poecie Basilu Buntingu. W „Basil” Knopfler opowiada historię człowieka, którego poznał, odbywając praktyki w gazecie „Evening Chronicle”. Drugi to utwór „Beryl” poświęcony pisarce Beryl Bainbridge, nie docenionej odpowiednio za życia.

Knopfler nie musi już nic udowadniać, wystarczy, że chwyci za gitarę i zacznie grać, bez fajerwerków i taniego efekciarstwa.

Kolejne dwie historie „Lights of Taormina” i „Silver Eagle” powstały podczas wspólnej trasy koncertowej z Bobem Dylanem w 2011 roku. Pierwsza to wspomnienie miasta na Sycylii. Tytuł drugiej to nazwa linii autobusów dalekobieżnych i opowieść o drodze i mijanych ludziach i ich problemach (dosłownie i w przenośni).

Dwie najbardziej melancholijne ballady: „Mighty Man” i zamykająca album „Wherever I Go” (duet Ruth Moody) to mistrzowski popis łączenia oszczędnej aranżacji z niesamowitą ekspresją. Kto powiedział, że żeby przyciągnąć uwagę słuchacza trzeba użyć orkiestry dętej i zestawu perkusyjnego. Delikatne dźwięki gitary łączą się harmonijnie z dźwiękami skrzypiec i fletu („Mighty Man”) oraz z saksofonem w („Wherever I Go”).

Album „Tracker” to zbiór historii zebranych przez Knopflera w ciągu ostatnich kilku lat. Historii wytropionych i zarejestrowanych – wy-trackowanych (w końcu tytuł zobowiązuje!). Knopfler nie musi już nic udowadniać, wystarczy, że chwyci za gitarę i zacznie grać, bez fajerwerków i taniego efekciarstwa.



Zdjęcie: materiały promocyjne

Tagi:




Back to Top ↑