Film/Audio-video/Popkultura

29 stycznia 2015 | Martyna Janas

0

Sfera Movie – za rękę z X Muzą. Disney nie zawsze radosny. Disney zawsze wzrusza.

„Ratując pana Banksa” z 2013 roku, to ciepła i przyjemna opowieść o powstawaniu disnejowskiego filmu pt. „Mary Poppins”, przeplatająca się z obrazami trudnego dzieciństwa pewnej kędzierzawej złotowłosej dziewczynki. Dwie płaszczyzny czasowe widać już od samego początku, nawet dzięki odmiennej kolorystyce.

Słodko-gorzki film jest rewelacyjną kompozycją zabawy i dotkliwego smutku. Najbardziej utkwiła mi w pamięci tragiczna scena, w której w jednym wymiarze czasowym bracia Sherman śpiewają radosną piosenkę o banku, a w drugim przemówienie pijanego Traversa Goffa doprowadza do łez jego żonę i córkę. Z jednej strony wesołe utwory, rymowanki, pluszaki, taniec, kolorowy Disneyland – z drugiej mała dziewczynka, gorączkowo szukająca schowanej przez mamę butelki z alkoholem, którą chciałaby oddać kochanemu tatusiowi.

Jak do niemal wszystkich elementów w tym filmie, i do wspomnianego ojca mamy ambiwalentny stosunek. Uważać go za kochającego i troskliwego rodziciela czy człowieka wyjątkowo słabego, który okrutnie rani najbliższych? Chodzący z głową w chmurach Colin Farrell wizualnie przypomina mi młodego Roberta Downey Jra, np. wtedy, gdy ten wcielił się w tytułową rolę w filmie „Chaplin”. Bardziej niesamowite było jednak to, że zachowywał się zupełnie jak Johnny Depp w „Marzycielu”. Nie mogę odeprzeć od siebie myśli, że obserwował starszego kolegę po fachu w tej produkcji i wzorował się na stworzonej przez niego kreacji.

Trudno ocenić także autorkę „Mary Poppins”, o prawa autorskie do której toczy się wojna. Przy całym zgorzknieniu, złośliwości, a nawet chamstwie postaci granej przez Emmę Thompson, ostatecznie nie można jej nie polubić. Zrzędliwa P.L. Travers wyrzuca skrupulatnie przygotowywany przez ekipę Disneya scenariusz przez okno, wykrzykując producentowi, że jest zerem. Jest niezwykle zaborcza, nie chce zgodzić się na zekranizowanie swojej książki. Chwilę potem jednak bije się z myślami, a nie mogąc spać, wstaje w środku nocy, by zabrać z kąta maskotkę – znienawidzoną Myszkę Miki – i przytulić się do niej we śnie.

Żałuję, że Emma Thompson nie otrzymała nominacji do Oscara. Również spośród dwóch zaprezentowanych w 2013 roku ról Toma Hanksa, bardziej podobał mi się jako Walt Disney niż kapitan Phillips. Odwiedzanie przez aktora The Walt Disney Family Museum w San Francisco oraz rozmowy z rodziną wizjonera kina przyniosły oczekiwany skutek. Patrząc na Hanksa, rzeczywiście widziałam Disneya.

Od razu, już od pierwszych kadrów, zwraca się uwagę na piękną muzykę. To oryginalne kompozycje braci Herman z „Mary Poppins”, ale też nowe utwory. Nie bez powodu genialny kompozytor Thomas Newman otrzymał nominację do Oscara. Bardzo rozczarowało mnie to, że w tej kategorii została wtedy nagrodzona „Grawitacja”.

Ten film trzeba obejrzeć! Niekoniecznie z dziećmi. Myślę za to, że niejeden dorosły w czasie seansu przez chwilę dzieckiem się stanie. Uspokajam także, że film nie wymaga znajomości samej „Mary Poppins”.

To jak? Pozwolicie sobie na powtórne wejście do świata Disneya?

 

 


 

Wykorzystane utwory:

Thomas Newman – Walking Bus (Saving Mr. Banks)

Thomas Newman / Jason Schwartzman – Chim Chim Cher-ee (Responstible) (Saving Mr. Banks)

Thomas Newman – Celtic Soul (Saving Mr. Banks)

Steven Price – Atlantis (Gravity)

Tagi:




Back to Top ↑