Muzyka The Black Keys - Turn Blue

2 czerwca 2014 | Patryk Przybyłowski

0

The Black Keys – Turn Blue

7 była zdecydowanie szczęśliwą cyfrą dla duetu z Akron w stanie Ohio. To właśnie ich siódmy album długogrający przyniósł ze sobą takie hity jak Lonely Boy, Gold on the Ceiling, czy koncertowy szlagier Little Black Submarines. Trzy lata po wydaniu El Camino The Black Keys postanowili odpowiedzieć na pytanie „co dalej?”. I zrobili to w wielkim stylu.

Krążek Turn Blue ukazał się na pułkach sklepowych 12 maja tego roku i z miejsca stał się bestsellerem w USA, wyprzedzając m.in. pośmiertnie wydany album Michael Jacksona. W komercyjnym sukcesie płyty można dopatrywać się echa El Camino i oczekiwania odbiorców na kolejne hity. Jednak Turn Blue to zupełnie inna bajka, w której nie ma aż tylu chwytliwych refrenów, za to jest dużo dobrego rock’n’rolla.

Każdy utwór jest znakomicie opowiedzianą historią, w której wiadomo gdzie jest wstęp, gdzie powinniśmy skupić się na treści i kiedy następuje konkluzja.

Nowy krążek The Black Keys otwiera utwór Weight of Love, najdłuższa i chyba najbardziej porywająca kompozycja, w której panowie z The Black Keys bardzo umiejętnie dawkują napięcie. Na szczególne wyróżnienie zasługują wyraziste i świetnie brzmiące solówki Dana Auerbacha. Pokuszę się o stwierdzenie, że Weight of Love idealnie pasowałby na sam koniec płyty, jako utwór domykający całość. Jednak to klasycznie rock’n’rollowy Gotta Get Away wybrzmiewający tuż przed metą 45 minutowej podróży pozostawia nas w przyjemnym, rozbujanym i trochę niedzisiejszym klimacie.

 Na Turn Blue na pewno nie brakuje bardzo dobrych i wyrazistych utworów, do których będziemy chcieli wracać.

Turn Blue powstawał w dosyć gorącym okresie dla zespołu: mnóstwo koncertów, zaangażowanie w projekty poboczne i rozwód Dana Auerbacha z żoną. Dosyć wyraźnie słychać, że muzycy szukali swoistego wyciszenia, być może nawet odcięcia się trochę od tego co ich otacza. Cały album jest spokojniejszy, bardziej sterylny i przemyślany. Próżno szukać na nim wielkich zwrotów akcji, nagłych przejść od rockowych ballad do piosenek, których ładunek energetyczny powali słuchacza. I tutaj dochodzimy do jednej z największych zalet Turn Blue: każdy utwór jest znakomicie opowiedzianą historią, w której wiadomo gdzie jest wstęp, gdzie powinniśmy skupić się na treści i kiedy następuje konkluzja. Jednak nie ma mowy o przewidywalności,  po prostu mamy do czynienia z genialną muzyczną narracją.

Być może brakuje na Turn Blue tak błyskawicznie wpadających w ucho melodii, jak w przypadku El Camino, ale na pewno nie brakuje bardzo dobrych i wyrazistych utworów, do których będziemy chcieli wracać. The Black Keys serwują nam niepowtarzany album, który być może stanowi zaczątek zmiany stylu zespołu, swoistej próby dalszego szukania siebie. Tymczasem nie pozostaje mi nic innego jak wcisnąć przycisk repeat all w moim odtwarzaczu, zamknąć oczy i po raz kolejny zanurzyć się w hipnotyzujące brzmienie Turn Blue.

 



 

Zdjęcie: oficjalny profil zespołu na Facebooku

Tagi:




Back to Top ↑