Recenzje

8 lutego 2011 | Radio Sfera

0

Onslaught – Sounds of Violence (2011)

Renesans światowego thrashu jest dziś jednym z najpowszechniejszych zjawisk we współczesnym metalu. Obok młodych gniewnych kultywujących starą tradycję (patrz Warbringer, Mantic Ritual, Municipal Waste, czy brytyjski Evile) w glorii i chwale powracają również starzy wyjadacze, głoszący thrash metalową zarazę w latach 80., którzy z niewyjaśnionych dotąd przyczyn popadli w smutny marazm kolejnej dekady.

Jeśli więc czytelniku lubisz agresywny, podszyty ideologią ciemnej strony, bezkompromisowy, ubrany w nowoczesne szaty thrash metal – otwieraj piwo, włączaj play i krzycz radośnie thrash ’till death. Jeśli natomiast nie lubisz, to cóż… wypad z baru! : )

Dziś co rusz obdarowywani jesteśmy świetnymi thrashowymi produkcjami – począwszy od Testamentu, Metallicy, Metal Church, Exodusa, Slayera, poprzez Overkill, Destruction, Kreatora i Megadeth, skończywszy na Annihilator, Forbidden, Tankard, Death Angel czy Sodom – co kilkanaście miesięcy wielkie tuzy przypominają się fanom thrashu niecodziennymi produkcjami.

Do grona powracających w wielkim stylu dołączył w 2007 roku brytyjski Onslaught. Killig Peace okazał się solidnym thrashowym wykopem, powalającym świeżością i pomysłami. W tym roku Brytyjczycy udowadniają, że poprzedni krążek nie by wypadkiem przy pracy. Najnowsza produkcja kapeli – Sounds of Violence – to thrash naprawdę wysokich lotów.

Tego typu recenzje pisze się szalenie łatwo – wystarczy mnożyć superlatywy kompletnie nie przejmując się ewentualną krytyką – bo taka wynikać może jedynie ze zwyczajnej złośliwości bądź kompletnego braku gustu. Onslaught wydal bowiem krążek skazany na sukces – pełen thrashowej swobody, wyczucia, energii i spontaniczności, do której tysiąc kapel nigdy nie zbliży się nawet o cal. Bajecznie wyprodukowany, dający mnóstwo frajdy słuchaczowi, pełen kąśliwych riffów, świetnych solówek, ciężkich partii perkusji i miażdżących wokali – czyli dokładnie tego co thrasherzy lubią najbardziej.

Jeśli więc czytelniku lubisz agresywny, podszyty ideologią ciemnej strony, bezkompromisowy, ubrany w nowoczesne szaty thrash metal – otwieraj piwo, włączaj play i krzycz radośnie thrash ’till death. Jeśli natomiast nie lubisz, to cóż… wypad z baru! : )

9/10 by Synu




Back to Top ↑