Recenzje

4 listopada 2010 | Radio Sfera

Barren Earth – Curse Of The Red River (2010)

Ciężki jest los supergrup. Jedni powiedzą, że kapele powstałe z połączenia sił słynnych już muzyków zawsze mają łatwiejszy start medialny. Bo oto pojawia się zespół, która nie musi pracować na swoje dobre imię. Cudowne dziecko słynnych rodziców, którego kariera od początku usłana jest różami. Często więc pojawia się pokusa tworzenia takich bandów w momencie regresu twórczego, dla szybkiego powrotu do mediów i napełnienia kieszeni.

Inni stwierdzą natomiast, że supergrupy mają trudniejszy start bo od samego początku łączy się z ich muzyką ogromne oczekiwania. Presja jest wielka, współpraca często dość trudna (spotkanie samych indywidualności z dużym dorobkiem artystycznym może być nie do pogodzenia), a rzeczywistość brutalna. Bo taka supergrupa nie może sobie pozwolić na wtopę – debiut musi być dokładnie taki, jakie są apetyty fanów. Spod szyldu takich kapel nie ma więc szans wyjść produkcja słaba czy nawet przeciętna.

Jest tu wszechobecna melancholia, nastrój, klimat, intrygująca, budowana dzwiękiem atmosfera. Prawdziwa gratka dla fanów melodic death/doomowych kapel, skandynawskiego klimatu, melodyjnego , choć nie pozbawionego niezbędnego ciężaru i pazura grania.

Odbiorcy są więc podzieleni, a jak świat światem, supergrupy powstają – wystarczy wspomnieć o Grip Inc., Arcturus, Control Denied, Bloodbath, Insidious Disease, Divine Heresy, Ov Hell, czy naszych rodzimych Masachist i Panzer X. część z nich naturalnie pasuje do tego pierwszego a częśc do drugiego szablonu. Ostatnio do grona zespołów złożonych z tych najsłynniejszych dołączył Barren Earth. Jaka więc jest ta supergrupa?

Fińska grupa połączyła siły muzyków trakich kapel jak Swallow the Sun, Moonsorrow, Thy Serpent czy Amorphis. Łatwo się więc domyśleć z jaką muzyką będziemy mieli do czynienia. Ale od początku.

Panowie mają na swoim koncie EPkę i wydany w maju LP pt. „Curse Of The Red River”. Płytka będąca debiutanckim długograjem Finów od pierwszej nuty zabiera nas w podróż do krainy melodic death/doom metalu najwyższej próby. Specyficzna melodyka od pierwszego dzwięku nasuwająca skojarzenia z wczesnym Amorphis (klawisze żywcem wyjęte z Elegy), mięsisty wokal przywodzący na myśl Opeth Mikaela Åkerfeldta , świetnie pracujące wiosła, przeplatające doomowe riffy, z często folkowymi melodiami i progresywnymi zagrywkami, wszystko to spięte w spójną i treściwą całość.

Jest tu wszechobecna melancholia, nastrój, klimat, intrygująca, budowana dzwiękiem atmosfera. Prawdziwa gratka dla fanów melodic death/doomowych kapel, skandynawskiego klimatu, melodyjnego , choć nie pozbawionego niezbędnego ciężaru i pazura grania.

Jedynym zastrzeżeniem mogą być czyste wokalizy, których występownie w troche mniejszych ilościach z pewnośćią by płycie nie zaszkodziło. Niemniej jednak wydawnictwo powinno sprostać oczekiwaniom wszystkich, którzy muzyków w skład niej wchodzących znają i wiedzą czego można się po nich spodziewać.

Odpowiadając na pytanie postawione na początku – Barren Earth to mocny zespół mający do przekazania naprawdę wartościową muzykę. Finowie z resztą, co potwierdzają w wywiadach, chcą być traktowani jak regularna kapela, a nie zlepek indywidualności pod jakimś tam szyldem.

Ja im wierzę.

9/10 by Synu

Tagi:




Back to Top ↑