Recenzje

27 stycznia 2014 | Magdalena Olbryś

0

Krzysztof Zalewski – Zelig

Krzyśka Zalewskiego część ludzi kojarzy jeszcze jako długowłosego, krzyczącego do mikrofonu kilkunastolatka w czarnej ramonesce, który wygrał „Idola”, coś tam zaśpiewał, coś tam wydał i słuch o nim zaginął. W połowie listopada ubiegłego roku starszy o dziesięć lat, tym razem bez długich włosów, choć czasem w ramonesce, Zalewski powrócił na rynek muzyczny z płytą „Zelig”. Określenie „powrót” nie jest tu jednak najwłaściwsze.

Między innymi dlatego, że Zalewski z muzyki się nie wyprowadził, więc powracać nigdzie nie musiał. Przez ostatnie dziesięć lat nie próżnował – występował m.in. z Hey, Muchami i Brodką, współpracował przy solowych projektach Kasi Nosowskiej, szlifował warsztat pod kątem instrumentalnym i, jak sam podkreśla, dojrzewał. Wynikiem artystycznych poszukiwań, doświadczeń i znajomości jest Zelig”. Nasuwa się skojarzenie z bohaterem filmu Woody’ego Allena? Jak najbardziej trafnie. Leonard Zelig to człowiek o wielu twarzach, potrafiący dopasować się do każdego rozmówcy, do każdej sytuacji. Dlatego jego osobowość tak trudno zidentyfikować. Z filmowym Zeligiem identyfikuje się też sam Zalewski. Określenie to przylgnęło do artysty za sprawą Budynia (Jacka Szymkiewicza): Inną skórę przywdziewam jak gram z Brodką, inną jak gram z Muchami – stąd, żeby podkreślić to rozdwojenie, rozczłonkowanie na wiele elementów jaźni, taki tytuł – mówił Zalewski w jednym z wywiadów.

To „wielokrotne rozczłonkowanie” jest chyba najlepszym określeniem opisującym płytę. Wydawnictwo zawiera dziesięć utworów, z których każdy stanowi odrębną historię. Są one zapisem historii, uczuć i obserwacji z ostatnich dziesięciu lat. Emocji jest więc tu wiele, do tego bardzo różnorodnych. Mamy energetyczne, otwierające płytę Jaśniej”, które w zasadzie można nazwać manifestem – poglądów, pragnień i lęków; lekkie, balladowe „Folyn” czy klimatyczny, nastrojowy, magiczny wręcz utwór „Zimowy”. Autorem wszystkich tekstów na „Zeligu” jest Zalewski, który nie raz wspominał o tym, że wzorami tekściarzy są dla niego m.in. Nosowska i Budyń. Trzeba przyznać, że sam również radzi sobie co najmniej nieźle. Stosowanie zdań wielokrotnie, a czasem bardzo wielokrotnie złożonych i dziwnych porównań czy zabawa w tworzenie nowych słów, które Zalewski uprawia na swojej płycie, mogą niektórych drażnić albo sprawiać wrażenie przegadania. Według mnie jednak wszystko – dźwięk i słowo – uzupełnia się. Jest dziwnie, czasem lekko schizofrenicznie, ale jak ma być w przypadku artysty najbardziej lękającego się przeciętności?

Autorem wszystkich tekstów na „Zeligu” jest Zalewski, który nie raz wspominał o tym, że wzorami tekściarzy są dla niego m.in. Nosowska i Budyń.

Tym, co łączy utwory na płycie „Zelig”, jest rockowy, a może raczej gitarowy pazur. Choć słuchając poszczególnych piosenek zauważa się różnorodność muzycznej formy – wkradające się elementy elektroniczne, smaczki w instrumentarium (np. klawinet w Jaśniej”), to mimo wszystko ukłon w stronę rocka jest wyraźny. Świadczy o tym też charakterystyczny, mocny, zadziorny – przez wielu uważany za jeden z najlepszych w kraju – wokal Zalewskiego (którym, trzeba dodać, bardzo efektownie się bawi).

Wspomnieć należy też o warstwie zewnętrznej wydawnictwa, idealnie korespondującej z jego zawartością. Autorem projektu jest Rosław Szaybo – twórca okładek płyt m.in. dla Eltona Johna, Janis Joplin czy Krzysztofa Komedy.

Zelig” znalazł i zapewne znajdzie swoich wiernych fanów. Być może nie będą to Ci, którzy „nowego” Zalewskiego uważają za zdrajcę metalu i hipstera w czerwonych spodniach. Tym, którzy nie opłakują już włosów artysty, pozostaje czekać na kolejną płytę. Miejmy nadzieję, że trochę krócej, niż kolejnych dziesięć lat.

 



 

 

Zdjęcie: materiały nadesłane

Tagi: ,




Back to Top ↑